wLudzie

Gdy wybory konsumenckie wywołują poczucie winy…

Wybory konsumenckie

Żyjemy w niezwykle dziwnych czasach. Z jednej strony obfitość zalewa nas praktycznie w każdej dziedzinie życia – w sklepach jest ogromny wybór produktów, internet produkuje setki informacji na minutę, możemy podróżować praktycznie bez ograniczeń. Jednocześnie od jakiegoś czasu zdajemy sobie sprawę z tego, że cena za “życie na bogato” może być niezwykle wysoka. I że prawdopodobnie będziemy musieli ją zapłacić szybciej, niż się spodziewaliśmy. Dlaczego świadomość jest przekleństwem?

Dorosłość już sama w sobie jest trudna. Trzeba brać odpowiedzialność za swoje czyny, zarabiać pieniądze, płacić rachunki i gotować obiad. Nikt nie może nam powiedzieć, co mamy robić w obliczu dylematu. Nikt nie odpowiada za popełnione przez nas błędy oprócz nas samych. Musimy podejmować tysiące małych i dużych decyzji każdego dnia.

A tu jeb, katastrofa klimatyczna, problem z plastikiem, wyczerpujące się zasoby wody i inne problemy, z którymi musimy się zmierzyć jako społeczeństwo. Odpowiedzialność jest oczywiście spychana na nas, czyli konsumentów. Duże korporacje i politycy zaniedbują ekologiczną równowagę. Przez lata kierowali się jedynie zyskiem w swoich działaniach, a teraz markują ciosy, udając, że coś robią. Ewentualnie ułatwiają nam recykling – tak jakby lepszym rozwiązaniem nie byłoby po prostu przestać pakować żarcie w plastik.

Jakie wybory konsumenckie nie szkodzą?

Większość z nas mniej więcej wie, co powinien robić, aby nie dokładać naszej planecie dodatkowych zmartwień. Zakupy z własną, wielorazową torbą, ograniczenie mięsa, własna butelka na wodę i kubek na herbatę. Przestajemy kupować w sieciówkach, zamieniając je na lumpeksy lub całkowicie rezygnując z nowych ciuchów. Myjemy włosy szamponami w kostce, a zęby szczoteczkami bambusowymi. Poradników o tym, jak być ekologicznym, less waste, zero waste i tym podobne – jest multum. W tym właśnie tkwi problem.

Bombardowani informacjami, zaczynamy wprowadzać nowe nawyki w życie. Chcemy zrobić COŚ, nie chcemy być obojętni. Warzywa i owoce kupujemy na bazarku, wkładając je we własne woreczki. Chcemy też jednak zjeść czasem tofu albo żółty ser, które w większości przypadków pakowane są w plastik. Tofu na wagę, które ekspedientka włoży do przyniesionego przez Ciebie pojemnika, też możesz kupić, tyle że w jednym sklepie na drugim końcu miasta. Ser jest lepiej dostępny – ten na wagę znajdziesz w każdym hipermarkecie. Do których ciężko Ci dojechać, bo nie masz samochodu. Nie masz, bo dla dobra świata lepiej jest chodzić pieszo.

Ten przykład jest oczywiście mocno przejaskrawiony, ale kumacie, o co mi chodzi? Wybory konsumenckie w dobie ocieplenia klimatu i wszystkich problemów dzisiejszego świata jest cholernie trudne. Nawet jeżeli robisz już coś dobrego i wprowadzasz te małe zmiany ku byciu bardziej eko – i tak zawsze potem się okazuje, że nie uciekniesz od plastiku, a jeżdżenie samochodem jest w Twoim życiu niezbędne. Czasem wkraczają też zwykłe ludzkie zachcianki, które kończą się tym, że zamiast być weganką wcinasz twaróg na śniadanie.

I gdyby nie to, że wciąż natrafiasz na te radykalne posty na Instagramie i fanatyczne artykuły na blogach, byłoby okej. Nie mielibyśmy wyrzutów sumienia, bo wiedzielibyśmy, że robimy WYSTARCZAJĄCO. Tymczasem ekologiczna policja z buta wjeżdża w nasze życie i stwierdza, że jeżeli nie jemy mięsa i nie używamy foliówek, ale za to pozwalamy sobie na paczkowany ser z marketu – to jesteśmy przyczyną zagłady ludzkości, mamy w dupie ekologię, a nasze starania są nic niewarte.

Kto ponosi odpowiedzialność za obecny stan rzeczy?

Kto ponosi winę za obecną sytuację na świecie? Cóż, na to składa się naprawdę wiele czynników.

Ostatnio widziałam na jakiejś fejsbukowej grupie grafikę, w której przedstawiano babcie jako prekursorki ruchu zero waste, bo cerowały skarpety i chodziły na zakupy z własną torbą. Zaraz pojawiły się komentarze osób, które pracują w sklepach. Nie były optymistyczne – to właśnie starsi ludzie najczęściej pakują jedną cytrynę w plastikowy worek. Sama widziałam w Biedrze starszą panią, która wzięła ciasto już zapakowane w plastikowe pudełko i włożyła je jeszcze do foliówki.

Zwalanie winy na Millennialsów i pokolenie Z, dla których przesadny konsumpcjonizm jest często rzeczywiście sposobem na życie, to daleko idące uproszczenie. Po pierwsze dlatego, że to właśnie ich rodzice i dziadkowie zaczęli go napędzać. Oni poznali czasy wojny, a potem komuny, gdy na półkach nie było niczego. I gdy ustrój się zmienił, a ekonomiczne przemiany sprawiły, że dostęp do wszelkich dóbr stał się powszechny – społeczeństwo zaczęło kupować bez zastanowienia. Brali foliówki – BO SĄ. Kupowali wodę w butelkach – BO MOŻNA. Kto wychował nasze pokolenia w ten sposób? No właśnie.

Mówię oczywiście o Polsce i bardzo generalizuję, ale rozumiecie chyba ten mechanizm. Wystarczy trochę poczytać – społeczeństwa bogacące się, rozwijające swoją gospodarkę, zaczynają kupować więcej. Chcą korzystać z pukającego do ich drzwi dobrobytu, który jest liczony siłą nabywczą i materialistycznymi pobudkami. Obecnie w krajach będących w trakcie przemian gospodarczych wzrasta konsumpcja mięsa i zużycie plastiku. Ogrom możliwości, niezależnie od ich wpływu na środowisko, jest symbolem statusu. Dla większości ludzi liczy się tylko ich własne podwórko, nie dobro ogółu – bo dla niego trzeba się pewnych rzeczy wyrzec, z czegoś zrezygnować.

Producenci i przedsiębiorcy nie są tutaj bez winy. Zrozumiałym jest oczywiście, że każdy biznes ma generować zysk. Mało kto zakłada firmę tylko z altruistycznych pobudek, a nawet jeśli – to zarabianie na produkcie czy usłudze na pewno jest jednym z jej celów.

Małe marki rozumieją, że ekologiczne opakowania czy nieużywanie składników odzwierzęcych ma sens. Wychodzą do swoich klientów z ofertą, która nie tylko jest korzystna dla nich, ale również dla planety. Są etyczne, ale niestety dla przeciętnego konsumenta nieekonomiczne. Nawet nie ze względu na braki budżetowe, bo wielu z nas stać na kupowanie droższych ubrań czy kosmetyków. Potrafimy wydawać ogromne sumy na głupie gadżety. Problemem jest mentalność. Po co mam kupować krem w szklanym słoiczku za 100 złotych, skoro w zwykłej drogerii znajdę krem za 15 złotych? Jeżeli kupię ten drugi, zostanie mi o tyle więcej pieniędzy na spełnianie kolejnych zachcianek.

Oczywiście da się znaleźć dobrej jakości kremy w niskiej cenie, choć często w plastikowych opakowaniach. To dlatego, że plastik jest potwornie tani. Właśnie dlatego stawiają na niego wielkie korporacje – bo one kierują się przede wszystkim zyskiem. Skład żywności, kosmetyków czy jakość ubrań ma dla nich drugorzędne, często marginalne znaczenie. Dla klienta ma być tanio, aby kupował więcej. Dlatego produkcja i użyte surowce też muszą być tanie. Jeżeli produkt ma jakieś niedociągnięcia – podrasuje się go jakimś innym, tanim dodatkiem. Nierzadko szkodliwym. Ale będzie tanio, szybko i z pozoru dobrze. Ser w plastikowym opakowaniu będzie wyglądał pięknie. Taki żółty, z dziurami, pokrojony już w plasterki, których mamy mega dużo w opakowaniu. Aż chce się go położyć na kanapce! Skład? Nieważne, skoro kosztuje 2,50.

Mam nadzieję, że nadążacie za moim łączeniem wielu wątków naraz. Molochy spożywcze, kosmetyczne czy modowe nie zrezygnują z plastiku czy innych szkodliwych produktów lub metod produkcji, dopóki na ich towar będzie popyt. Albo będą to robić bardzo powoli, żeby upiec dwie pieczenie na jednym ogniu – zadowolić ekologicznych “krzykaczy” i jednocześnie pozostać przy tym, co daje im pieniądze. No właśnie, popyt i podaż to klucz w tej całej wielkiej machinie.

Jakie wybory konsumenckie podejmować, żeby było wporzo?

Spójrzmy prawdzie w oczy – idealnie nie będzie nigdy. Za bardzo nasz świat został zdominowany przez nieekologiczne rozwiązania, aby teraz całkowicie przestać z nich korzystać. Zresztą, nie o to chodzi, abyśmy się teraz cofnęli do poprzedniej epoki. Plastik i inne materiały są dziełem postępu technologicznego. Istnieją po to, aby ułatwiać nam życie, a w niektórych przypadkach są wręcz niezbędne. Mądre korzystanie to klucz.

Ciężko jest nie marnować czasu na walkę z wyrzutami sumienia i poczuciem winy, gdy z każdej strony atakują nas katastroficzne informacje i przykłady osób produkujących słoik śmieci na rok. Chcemy korzystać z dobrodziejstw, jakie daje nam życie w XXI wieku, a jednocześnie martwimy się, gdy kupimy sałatę owiniętą folią albo zapomnimy wspomnieć barmanowi, że chcemy drinka bez słomki. Zapominamy jednak o kilku ważnych aspektach całej idei walki z nadmiarem śmieci i katastrofą klimatyczną.

1. Potrzebne są zmiany systemowe

Te są zależne od polityki oraz wspomnianych już największych, globalnych korporacji. To rządy doprowadziły do problemów, olewając temat w swoich programach wyborczych i nie wprowadzając odpowiednich regulacji związanych z proekologicznym stylem życia. To korporacje masowo produkują odpady i zanieczyszczają środowisko.

Większość ludzi nie będzie świadoma, jaki wpływ mają ich codzienne wybory na otaczający ich świat – muszą dostać odgórny nakaz lub zakaz, żeby zacząć działać w ten sposób. Co więcej, żeby te zasady działały, potrzebna jest edukacja, często długoletnia. Dotyczy to zarówno poszczególnych obywateli, jak i przedsiębiorców.

Dlatego politycy muszą teraz naprawiać to, co zaniedbali przez lata. Natomiast wielkie firmy muszą zacząć wprowadzać zmiany w produkcji, dystrybucji i innych aspektach swojej działalności. Nie znaczy to, że nie mamy na te aspekty żadnego wpływu, bo…

2. Każda zmiana i każdy wybór mają znaczenie

To kwestia wspomnianego już popytu i podaży. Jeżeli pokażemy rządom oraz markom, że nie podoba nam się sytuacja, że chcemy alternatyw, że wybieramy inaczej – to ci “na górze” będą musieli się dostosować i zaproponować coś, co zadowoli społeczeństwo, czyli konsumentów. To prosty mechanizm – ludzie przestają kupować mięso i przerzucają się na roślinne zamienniki. Zamiast kosmetyków w plastikowych opakowaniach, kupują te w szkle. Dla firmy zmiana nadal będzie podyktowana zyskiem, ale nie pozostanie ona bez znaczenia dla planety. Politycy natomiast zdają sobie sprawę, że wspierając inicjatywy bliskie pewnej grupie społecznej, zdobywają jej poparcie w wyborach.

Dlatego tak ważne jest, aby mieć świadomość i wiedzieć, co jest lepsze. I w miarę możliwości korzystać z tych opcji, kiedy tylko się da.

Oznacza to, że zwykle na zakupy zabieram swoje wielorazowe woreczki na warzywa i owoce, ale! Z jakiegoś powodu akurat mogę ich nie mieć – i wtedy wezmę tę jedną foliówkę, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Gdy zapomnę swojej własnej butelki na trening, kupię wodę w plastiku. Potem wrzucę go do odpowiedniego pojemnika do segregacji odpadów. Tam, gdzie się da, pójdę pieszo, ale w razie potrzeby skorzystam z samochodu.

Nasze wybory jasno pokazują, w jaki sposób żyjemy i czego oczekujemy. Jednocześnie, musimy pamiętać, że…

3. Racjonalne podejście jest lepsze niż fanatyzm

Istnieją różne typy ludzi. Dla niektórych radykalne zmiany, działania na 100% oraz trzymanie się swoich postanowień i nawyków jest niezwykle proste. Większość jednak nie potrafi totalnie zrezygnować ze starych przyzwyczajeń i zacząć żyć według nowych reguł całkowicie porzucając to, co znane. W ich przypadku metoda małych kroków sprawdzi się najlepiej.

Lepiej, żeby miliony wprowadziły kilka drobnych zmian niż żeby kilkunastu odmieniło całe swoje życie. Tylko wtedy będziemy mieć jakiś wpływ na otaczającą nas rzeczywistość. Małe zmiany często pociągają za sobą kolejne, bo wprowadzanie nowych nawyków generuje potrzebę rozwoju. Niestety, ortodoksyjne grupy często tego nie rozumieją i zamiast cieszyć się z małych sukcesów, w agresywny sposób próbują “nawrócić” innych. Co ma oczywiście odwrotny skutek – prowadzi do buntu lub ewentualnie do poczucia winy u tych, którzy coś robią, ale według fanatyków wciąż jeszcze za mało.

W każdej kwestii światopoglądowej najważniejsza jest edukacja i uświadamianie. Nie prośby, groźby czy szantaże emocjonalne. Jeżeli już coś robimy – doceńmy to, zamiast martwić się, że moglibyśmy zrobić więcej. Wyrzuty sumienia niczemu nie pomagają, a tylko zniechęcają do dalszych działań.

Czy teraz Twoje poczucie winy będzie mniejsze albo zniknie całkiem? Może nie do końca. Żyjemy w takich czasach, że naprawdę ciężko jest nie szkodzić swoimi codziennymi wyborami konsumenckimi. Ja zachęcam do zdrowego rozsądku, przy jednoczesnym zachowaniu świadomości na co dzień. Minimum wysiłku w walce o przyszłość naszej planety i wygląd naszego otoczenia kosztuje naprawdę niewiele, a potrafi przynosić bardzo dobre rezultaty.

Dajcie znać w komentarzach, jak Wy sobie radzicie z codziennymi sytuacjami, w których musicie dokonywać takich wyborów. Nie przejmujecie się, czy jednak macie poczucie, że moglibyście zrobić coś lepiej? Zachęcam do wymiany myśli i dzielenia się swoimi radami, w jaki sposób możemy zadbać o ten świat

Wpadnij na mój Instagram:

polecane posty

Leave a Reply