Terapia - moje wrażenia po 6 miesiącach

Moje wrażenia po 6 miesiącach terapii

Od pierwszego dnia nie kryłam się z tym, że poszłam na terapię. Było to w grudniu 2020, gdy wszyscy patrzyli z nadzieją w przyszłość, gotowi do tego, aby wymazać minione 12 miesięcy z pamięci. Wiecie co? Nosiłam się z tym ponad rok. Jedyne czego żałuję to to, że zdecydowałam się tak późno! I chyba do końca życia będę trąbić o tym, jak wspaniała jest to rzecz. Ten wpis to nie tylko podsumowanie moich pierwszych 6 miesięcy, ale także kilka słów zachęty dla tych, co jeszcze się wahają.

Tak, byłam na Waszym miejscu. Różnego rodzaju problemy życiowe, trudności, z którymi ciężko było sobie poradzić… Wiedziałam, że terapia to będzie strzał w dziesiątkę – ale zawsze było jakieś “ALE”. Jedyne szczęście, że w moim najbliższym otoczeniu nie spotkałam się ze stygmatyzacją psychoterapii. Dzięki temu wiedziałam, że prędzej czy później to zrobię. Jakie więc były moje wymówki?

Co powstrzymuje większość ludzi przed udaniem się na terapię?

Myślę, że już się domyślacie. Oprócz stygmatyzacji społecznej, która na szczęście jest skutecznie zwalczana przez akcje społeczne i influencerów (przynajmniej w mojej bańce), największym problemem jest oczywiście KASA. Dlaczego? Ano dlatego, że dostanie się na terapię na NFZ graniczy z cudem. Jakość oferowanej tam pomocy też często pozostawia wiele do życzenia.

Myślę, że to drugie to nawet większy problem. Pewnie część z Was byłaby w stanie poczekać kilka miesięcy, aby za darmo otrzymać wsparcie psychoterapeuty. Jednak mrożące krew w żyłach historie, które można przeczytać na grupach na fejsie czy w prywatnych wiadomościach na Insta utwierdzają w przekonaniu, że terapia refundowana to strata czasu i ryzyko dodatkowych traum.

Czy terapia w prywatnym gabinecie jest droga?

Jeden rabin powie tak, drugi rabin powie nie. Cena jest odbierana relatywnie, w zależności od naszych zarobków i przekonań na temat wydawania pieniędzy. Jeżeli przed pójściem na terapię powstrzymuje Was hajs, ciężko będzie Wam pojąć, że jest to inwestycja w siebie warta każdego grosza. Natomiast niektórych osób nie będzie zwyczajnie stać, aby co tydzień płacić terapeucie ponad 100 złotych – bo w systemie, w którym żyjemy, zarobki bywają śmiesznie małe, a koszt życia nieporównywalnie wysoki.

Ja płacę 120 złotych za sesję, a więc łatwo policzyć, że miesięcznie wychodzi około 480 złotych. Według mnie warto, ale nie będę nikogo namawiać – w końcu to Wasza sprawa, co robicie z pieniędzmi. Warto jednak wziąć pod uwagę, że jeżeli nie wydasz tej kasy na poprawę swojego dobrostanu psychicznego, prawdopodobnie rozwalisz ją w jakimś innym miejscu. Zastanów się, co to będzie. Bo u mnie wyszło na to, że rozpieprzałam hajs na jakieś pierdoły. Teraz inwestuję prawie 5 stów miesięcznie w terapię i nie czuję, że w innym miejscu mi brakuje. Czyli nie wydawałam tych pieniędzy na nic, co było mi niezbędne do życia.

Dlaczego warto iść na terapię? Moje subiektywne przemyślenia

Po pół roku mogę ocenić, co dała mi psychoterapia. Myślę, że spektakularne zmiany jeszcze przede mną, ale jestem już bliżej niż dalej. Tymczasem czuję się po prostu lepiej. I szczerze? To zabrzmi kuriozalnie, ale serio czasami warto zapłacić komuś za to, żeby się po prostu wygadać. Po każdej sesji nadchodzi ogromna ulga. Bo tutaj nikt Cię nie ocenia, nikt nie zaczyna mówić o sobie i nie próbuje udzielać Ci rad. Nikt nie porównuje Twojej sytuacji do swojej. Tutaj jest człowiek, który po prostu słucha. I ewentualnie może zadać pytanie, które dodatkowo pomaga uporać się z jakimś trudnym tematem.

Jeżeli jesteście takimi rozwojowymi freakami jak ja, to bardzo spodoba Wam się takie stopniowe odkrywanie siebie i procesów myślowych, na które sami nigdy byście nie wpadli. Serio, moja terapeutka czasami rzuci spostrzeżeniem, które sprawia, że klapki odblokowują się w moim mózgu niczym blokada w komorze bębna maszyny losującej. Po każdej sesji mam różne refleksje i rozkminy. Po prostu okazuje się, że jakieś tematy są ze sobą połączone w sposób, który sam nie urodziłby się w mojej głowie. To tak inspirujące doświadczenie, że serio myślę, że każdy będzie w stanie na tym skorzystać.

Ja na przykład dowiedziałam się, że tak bardzo przejmuję się problemami świata, że przestaję myśleć o swoich. Wiem także, że wypowiadając się o swoich emocjach często mówię “człowiek czuje, że…” – czyli staje się to bezosobowe! Przyjrzałam się lepiej swoim schematom rodzinnym, znalazłam akceptację dla wielu zjawisk, na które nie mam wpływu i uczę się zmieniać swój sposób myślenia na bardziej wspierający, zamiast chaotyczny i negatywny.

Terapia to najlepsza inwestycja w siebie

Terapia – czy to dla mnie?

Pamiętajcie, że terapia nie jest tylko dla osób, które przeżyły jakieś straszliwe traumy albo mają problemy psychiczne. To narzędzie dla wszystkich. Osób, które chcą stać się bardziej pewne siebie czy samoświadome. Ludzi nieradzących sobie ze swoimi emocjami, jakiekolwiek by one nie były. Kobiet, mężczyzn i wszystkich pomiędzy doświadczających trudności w relacjach… Dosłownie każdego! Zwłaszcza że żyjemy w trudnym społeczeństwie. Prawie każdy z nas doznał jakichś krzywd ze strony innych ludzi, co ma późniejsze przełożenie na nasz stan psychiczny.

Smutne jest jedynie to, że wiele osób, które naprawdę potrzebują pomocy specjalisty, nie robi tego. Na przykład nasi rodzice i dziadkowie, którzy zostali wychowani w przeświadczeniu, że terapia jest dla świrów. Ludzie z tego pokolenia uważają również, że krzywdy, które ich spotkały, nie wpłynęły na nich jako ludzi, a nawet, że uczyniły ich kimś lepszym. Nie zauważają swoich toksycznych zachowań i tego, jaki destrukcyjny wpływ mają na swoją rodzinę i najbliższe otoczenie. Często nadużywają pewnych substancji. Niestety, widziałam kiedyś mem, którego wydźwięk był prosty: “Chodzimy na terapię, bo nasi rodzice nie poszli.”

I nie chodzi tutaj teraz o obwinianie rodziców. Nie zmienia to jednak faktu, że rodzina i najbliższe otoczenie z czasów dzieciństwa ma kolosalny wpływ na nasze życie. Żyjemy w kraju, gdzie toksyczne rodzicielstwo nadal jest na porządku dziennym. Terapia to najlepszy sposób na to, aby uporać się z problemami wyniesionymi z domu i ruszyć do przodu ze swoim życiem osoby dorosłej i niezależnej od rodziny.

Wybór terapeuty – na co zwrócić uwagę

Powiem Wam, że szukanie odpowiedniego gabinetu też zajęło mi sporo czasu. Mogłam już w tym czasie na terapię po prostu chodzić. Z natury jestem osobą, która, zanim podejmie decyzję, analizuje temat przez zdecydowanie zbyt długi czas (ha! temat na terapię!) i teraz nie było inaczej. Siedziałam, sprawdzałam oceny w Google, szukałam opinii na grupach… I oczywiście do niczego mnie to nie przybliżało.

Koniec końców poszłam do miejsca, które poleciła mi kumpela. Pracuje tam kilku psychoterapeutów i każda z nas chodzi do kogoś innego. Miejsce jest bardzo przyjazne, lokalizacja mi pasuje, cena jak na katowickie standardy jest w porządku i miałam farta, że za pierwszym razem udało mi się trafić do kogoś, kto mi odpowiada. Nie zawsze musi tak być i wtedy trzeba o tym głośno powiedzieć i szukać innego specjalisty, zamiast tracić zasoby. Powiem Wam szczerze, że na początku się zastanawiałam, czy to tak powinno wyglądać, czy też nie. Myślę jednak, że jest to naturalne – w końcu to moje pierwsze doświadczenia z terapią.

Nurt nie był dla mnie jakiś ultra-istotny. Słyszałam różne opinie, jednak prawdą jest, że świeżakowi ciężko jest ocenić, czy dany nurt będzie dopasowany do jego osobowości i problemu, czy też nie. Dobry terapeuta powinien dać znać pacjentowi, że być może pomoc kogoś innego będzie dla niego korzystniejsza. Tak samo pacjent czujący, że to nie to, powinien wyrazić swoje wątpliwości.

Uważam, że najlepiej byłoby po prostu spróbować i przekonać się na własnej skórze, jak to wygląda. Jeżeli poczujesz, że mogłoby być lepiej – nikt siłą Cię trzymać nie będzie. Zawsze możesz coś zmienić, w końcu to Ty za to płacisz.

Czy polecam terapię?

Jeżeli ze wszystkiego, co powyżej wystarczająco nie wybrzmiało, że tak, to mówię: JAK NAJBARDZIEJ! Spróbuj i się przekonaj, że jest to wspaniała przygoda ku lepszemu życiu, zrozumieniu siebie i innych oraz po prostu ogarnięciu wszystkiego, co Cię otacza. Mamy trudne czasy i mnóstwo problemów na tym świecie – mało kto jest sobie w stanie z nimi radzić bez wsparcia. Dlatego pamiętaj, że terapia to żaden wstyd, a wręcz przeciwnie – to sposób na zadbanie o najważniejszą osobę w Twoim życiu, czyli Ciebie

Uważam, że terapia to najwyższa forma self-care i sposób na rozpoczęcie nowego rozdziału w swoim życiu. Ta długa i mozolna praca, nierzadko okupiona łzami lub chaosem w głowie, prowadzi na wyższy poziom, na którym zaczynasz odczuwać spokój i akceptację, a w trudnych sytuacjach wiesz, że masz wszystko, czego Ci potrzeba, aby sobie lepiej z nimi poradzić. Mam nadzieję, że w nadchodzących latach chodzenie na psychoterapię jeszcze bardziej się znormalizuje i wszyscy będą dbać o swoje zdrowie psychiczne z takim samym zapałem, z jakim ćwiczą na siłce, pną się po szczeblach kariery czy walczą o crocsy w Biedronce.

I tego Wam życzę

Udostępnij ten wpis:

Jedna odpowiedź

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zajrzyj na mojego Instagrama, gdzie również komentuję rzeczywistość: