wJedzenie

Dlaczego przestałam obserwować blogerów kulinarnych?

Jedzenie i gotowanie - kiedyś moje największe pasje

Jestem typem człowieka, który lubi jeść. Uwielbiam gotować, sprawdzać nowe przepisy, odwiedzać nowe knajpy i celebrować posiłki. Jedzenie jest dla mnie nie tylko paliwem, ale i przyjemnością. Od kiedy przestałam jeść mięso, moja kuchenna kreatywność wzbiła się na wyżyny. Na moim Instagramie, YouTubie czy wśród obserwowanych blogów było mnóstwo jedzeniowych kanałów. Teraz odsubskrybowałam je wszystkie.

Codziennie z każdej strony atakowały mnie zdjęcia perfekcyjnie wyglądających, apetycznych dań. Na okrągło oglądałam gotujących i jedzących ludzi. Moja lista przepisów do wypróbowania i knajp do odwiedzenia nie miała końca. Jedzenie było jednym z najważniejszych tematów w moim życiu. Jedząc śniadanie, myślałam już o obiedzie i kolacji. Na 3 dni do przodu.

W dzisiejszych czasach taka częstotliwość myślenia o jedzeniu może być dość problematyczna. Zwłaszcza w dobie kultu bycia fit, gdzie kładzie się nacisk głównie na zdrowe, zbilansowane posiłki. Nie zrozumcie mnie źle – uwielbiam takie jedzenie. Ale czasem mam ochotę na wielkiego, szalonego wege-burgera z kalorycznymi dodatkami. Albo na pizzę polaną oliwą. Albo na frytki. Dużo frytek.

Czy mam obsesję na punkcie jedzenia?

Zaczęłam sobie zadawać to pytanie. W pewnym momencie byłam wiecznie głodna – ale nie był to głód fizyczny. Nie był prawdziwy. Po prostu patrzyłam na te wszystkie piękne potrawy i od razu chciałam je przygotować, a potem zjeść. Choć tak naprawdę nie realizowałam większości moich kulinarnych inspiracji ze świata online, moje myśli wciąż krążyły wokół jedzenia.

Do tego doszły inne czynniki życiowe, które sprawiły, że jadłam za dużo. Każdego dnia wieczorem czułam się ciężka i przejedzona. Zaczęłam szukać przyczyn. I możliwych rozwiązań.

Temat jedzenia w dzisiejszym świecie jest ogólnie trudny. Z jednej strony mamy wyśrubowane kanony piękna, według których akurat powinnyśmy być szczupłe, mieć płaskie brzuchy, za to na pewno nie mieć cellulitu. Oczywiście każdy wie, że “sylwetkę robi się w kuchni”, więc parcie na sposoby odżywiania mające zredukować tkankę tłuszczową jest ogromne.

Z drugiej strony wszędzie widzimy tak zwany food porn. Zdjęcia burgerów przypominających wieże, naleśniki zalane syropami, bitą śmietaną i posypane piętnastoma rodzajami dodatków, zakręcone szejki. Nawet zdrowe jedzenie jest stylizowane i fotografowane w taki sposób, że ślinka leci. A blogerzy i youtuberzy prześcigają się w tworzeniu kulinarnych dzieł sztuki, które są bez cukru, tłuszczu, mąki i glutenu, a wyglądają, jakby jedna łyżeczka miała mieć 5000 kalorii. Co śmieszne, większość z nas tych przepisów nigdy nie realizuje. Wystarczy zobaczyć komentarze – oglądamy, bo to tak świetnie wygląda. I co? Ciągle jesteśmy głodni.

Jak wygląda prawdziwy głód

Wiecie, jak odróżnić prawdziwy głód od tego sztucznie napędzanego przez stres, silne emocje czy obrazki w internecie? Fizyczny głód chcemy zaspokoić czymkolwiek – nie wybrzydzamy i nie folgujemy swoim zachciankom. Choć oczywiście chcemy zjeść coś smacznego, to możemy się zadowolić zarówno jabłkiem, jak i kanapką.

Natomiast tak zwany głód “psychiczny” czyli ten, który siedzi w naszej głowie, to konkretne ukierunkowanie ochoty na zjedzenie czegoś. Chcemy czekolady, chipsów czy pizzy – i tylko tego. Zaspokajając ten rodzaj głodu, często się przejadamy, nierzadko występuje poczucie winy. Nie oznacza to wcale, że jedzenie fast foodów czy słodyczy zawsze jest związane z naszym brakiem kontroli i potrzebą zagłuszenia emocji.

Na tym etapie musimy zastanowić się, czy posiłki, które spożywamy, są kwestią naszego świadomego wyboru czy też coś sobie w ten sposób załatwiamy. Nie ma nic złego w celebrowaniu wyjątkowych chwil jedzeniem, bo w końcu jedzenie to nie grzech. Ale jeżeli każda emocja, pozytywna czy negatywna, jest dla nas sygnałem do zjedzenia czegoś – być może nasza relacja z jedzeniem nie jest dla nas dobra.

Jedzenie intuicyjne

Postanowiłam zaufać swojej intuicji w zakresie planowania posiłków, swoich wyborów żywieniowych, pór jedzenia, wielkości porcji i wielu innych aspektów związanych z odżywianiem. Oznacza to przede wszystkim wsłuchiwanie się w swój organizm, świadome wybieranie konkretnych potraw w zależności od potrzeb, a przede wszystkim – brak restrykcji.

Jeśli mam ochotę na krążki cebulowe i frytki – zjadam je. Ponieważ moje posiłki nie są obarczone zakazami, nie odczuwam potrzeby najedzenia się na zapas. Po zjedzeniu czegoś, co uchodzi za niezdrowe, nie czuję wyrzutów sumienia. Jeśli jestem najedzona – nie dojadam na siłę. Jem, kiedy mam taką potrzebę – czasem również z powodów emocjonalnych. Nie chodzi o stan idealny, ale o utrzymanie równowagi. I o zrozumienie, że narzucanie sobie ograniczeń prowadzi tylko do frustracji.

Chcesz poczytać o jedzeniu intuicyjnym? Polecam Ci konto na Instagramie Jedzenie intuicyjne. Pełno tam inspiracji, informacji o tym sposobie odżywiania oraz contentu nastawionego na oderwanie się od kultu diet i kanonów piękna.

Wracając do tematu – żeby jednak zaufać swojej intuicji, musiałam pozbyć się bodźców napędzających moje, obsesyjne wręcz, myśli o jedzeniu. Postanowiłam ograniczyć kontakt z treściami, które wywołują u mnie sztuczne uczucie głodu.

Jedzenie może stać się obsesją

Jak przestać obserwować kulinarne treści w internecie?

Trzeba przyjrzeć się miejscom, w którym one występują. Są to między innymi:

  • Blogi kulinarne
  • Konta na YouTube poświęcone gotowaniu
  • Profile na Instagramie
  • Grupy i fanpejdże na Facebooku

Te miejsca przez większość czasu były dla mnie dużą inspiracją. Dzięki nim odkryłam swoją pasję do gotowania. Potem, gdy przestałam jeść mięso, były kopalnią wiedzy i pomysłów na wege posiłki. Rozstanie się z nimi nie było dla mnie jednak trudne, gdyż większość potrzebnych mi informacji już przyswoiłam. Ponadto wiem, że te wszystkie przepisy gdzieś tam zawsze są. Jeżeli będę ich potrzebować, wystarczy, że dobrze poszukam.

Można podejść do tematu na dwa sposoby. Pierwszy z nich to sukcesywne usuwanie wybranych kont z obserwowanych – gdy algorytm podsunie nam ich treść, od razu wchodzimy na profil i klikamy odpowiedni przycisk. Drugi sposób jest szybszy, choć bardziej mozolny – robimy remanent obserwowanych kont na wszystkich portalach społecznościowych i usuwamy od razu te związane z jedzeniem.

Jedzenie (nie) jest Twoją pasją

We wstępie do tego wpisu napisałam o tym, jak bardzo kocham jeść i gotować. To kolejne przekonanie, nad którym warto się zastanowić. Niedawno trafiłam na artykuł zamieszczony w serwisie Medium o odchudzaniu dla wszystkich wielbicieli jedzenia. Choć utrata wagi mnie nie interesuje, to znalazłam tam bardzo ciekawy podpunkt pasujący do dzisiejszych rozważań. Brzmi on mniej więcej tak:

“Uczyń z jedzenia swoje zainteresowanie – nie swoją pasję.”

W artykule możemy przeczytać, że jeżeli ciągle powtarzamy, jak bardzo kochamy jedzenie – to staje się ono centrum naszego świata. Takie przekonanie zagnieżdża się w naszej podświadomości i sprawia, że ciężko nam przestać myśleć o jedzeniu.

Aby zmienić swoje myślenie, należy zneutralizować swoje przekonania na temat jedzenia. Mówić jedynie, że jedzenie nas interesuje, że je lubimy – ale nie, że je kochamy, że mamy obsesję na jego punkcie. Uświadomienie sobie, że jedzenie nie musi być wcale obiektem uwielbienia, pozwoli na uwolnienie się od natrętnych myśli o posiłku. Możemy to sobie ułatwić także poprzez zrobienie listy wszystkich innych zainteresowań i rzeczy, które dają nam psychiczny komfort. Zauważymy wtedy, że jest ich mnóstwo – i możemy zacząć poświęcać im czas, który do tej pory przeznaczaliśmy na myślenie o jedzeniu.

Zdrowe relacje z jedzeniem

Uzdrawianie relacji z jedzeniem to temat, który bardzo mnie interesuje. Głównie dlatego, że obecnie ciężko o te prawidłowe. Niezdrowe zainteresowanie jedzeniem w połączeniu z niedoścignionymi kanonami piękna doprowadzają do zaburzeń odżywiania, problemów z samooceną, depresji i innych problemów ze zdrowiem. Ja ich nie doświadczyłam, ale na pewno pod jakimś względem zaczęłam za bardzo przejmować się tym, co jem i jak w związku z tym wyglądam.

I było to przejmowanie się raczej nieuzasadnione. Jestem zdrowa, a to jest najważniejsze. Nie cyferka na wyświetlaczu wagi czy zarysowany kaloryfer na brzuchu. Ponadto, zdarzyło mi się odmówić sobie czegoś, na co miałam ochotę i być z tego powodu niezadowoloną. Nie chcę tak żyć. Jedzenie ma być dla mnie odżywcze, ale również przyjemne. Chcę korzystać z dobrodziejstw kuchni i przygotowywać potrawy zgodnie z moimi potrzebami w danym momencie. Przeszłam już okres zasad i restrykcji. Choć efekty były bardzo dobre, to teraz dopiero czuję satysfakcję z mojej diety (dieta to sposób odżywiania, każdy z nas jest na jakiejś diecie – to nie tylko odchudzanie).

Nauczyłam się inaczej patrzeć na moje ciało, doceniać je za jego możliwości i kochać je takim, jakie jest. Bo każde ciało jest piękne – dzięki nim możemy się poruszać, zwiedzać świat, czuć dotyk ukochanej osoby, uprawiać seks, widzieć piękno wokół nas. To bezcenne umiejętności, za które ciału należy się tylko wdzięczność – nie pogarda i krytyka.

Dlaczego przestałam obserwować blogerów kulinarnych?

Bo chciałam polepszyć moje relacje z jedzeniem.

Bo chciałam poświęcać moją uwagę również innym aspektom codzienności.

Bo chciałam zaufać mojej intuicji, a nie sztucznie wykreowanym potrzebom.

Bo nie są mi potrzebni do szczęśliwego, uważnego życia.

Jeśli czujesz podobnie to mam nadzieję, że ten tekst choć odrobinę pomoże Ci poukładać niespokojne myśli w głowie. A potem podjąć jakieś działania. Dajcie znać, co Wy sądzicie o tym temacie. Dostrzegacie poruszane tu problemy? Jakie jeszcze metody mogą pomóc w unormowaniu postawy wobec jedzenia? Chętnie poznam Wasze zdanie

polecane posty

Leave a Reply