wŻycie

Nie jestem pracoholiczką. Czy to źle?

Pracoholizm to nie moja bajka

Nigdy nie pracowałam w korpo. Mimo to napatrzyłam się na sytuacje znane bardzo dobrze z memów czy facebookowych fanpejdży. Na ludzi narzucających sobie dedlajny, wychodzących przed szereg, choć nikt ich o to nie prosił i biorących pracę do domu, jakby od tego zależało zbawienie ludzkości. Czyli na wszechobecny pracoholizm.

I wiecie co? Wszystko byłoby wporzo, gdyby ta nadgorliwa inicjatywa i harowanie nadgodzin było doceniane przez kogokolwiek. Ale nie. Nikogo to nie interesuje. Co więcej, nikt im za to dodatkowo nie płaci.

Pracoholizm? Dziękuję, postoję.

Znajomi z pracy dziwnie na mnie patrzyli, gdy informowałam ich, że nie, nie mam Slacka w telefonie i jeżeli nie ma mnie w biurze, to na wiadomości odpisuję następnego dnia. Ja patrzyłam na nich dziwnie, gdy mówili, że owego Slacka zainstalowanego mają. Albo gdy odpisywali na moje wiadomości o 18, 23 czy 3 nad ranem.

Klientom z moich freelancerskich zleceń też nie odpisuję na maile lub wiadomości po godzinie 16 czy 17. Staram się pracować tak, aby do tych godzin cała robota na dany dzień była ogarnięta. Jeżeli czegoś nie zdążę zrobić i nie jest to sprawa niecierpiąca zwłoki – przekładam zadania na kolejny dzień. Nie pracuję wieczorami ani w weekendy.

Wiecie dlaczego? Bo robota, którą wykonuję, to nie jest coś, od czego zależy ludzkie życie albo losy naszej planety. Nic się nie stanie, jeśli zrobię coś jutro albo w przyszłym tygodniu. Gdy pojawia się coś pilnego, robię to na bieżąco. Wracając do domu, ściągam buty, gotuję obiad, a potem zajmuję się swoim życiem. Biorąc do ręki swój prywatny telefon kupiony za moje własne pieniądze, nie muszę się bać, że ktoś będzie ode mnie coś chciał i będę musiała jakoś się do tego ustosunkować.

“Pomyślę o tym jutro.” – Scarlett O’Hara

Najśmieszniejsze jest to, że wspomniane przeze mnie osoby też nie wykonywały ultra-ważnej pracy, która odłożona na później byłaby przyczyną upadku firmy czy zwolnienia. I wiecie, co do mnie dotarło?

Dla niektórych praca jest sensem życia

Wzdryga mnie na samą myśl. Nie zrozumcie mnie źle – ja naprawdę lubię swoją robotę. Jestem szczęściarą, bo wybrałam zawód, który daje mi dużo satysfakcji i przyzwoite pieniądze. Mogę go wykonywać z każdego miejsca na świecie. Jest to praca lekka, łatwa i przyjemna. Zgodna z moimi zainteresowaniami. Umożliwia mi znalezienie balansu między rozwojem i wyzwaniami zawodowymi a stabilnością.

Mimo to nie uważam, że praca jest czymś, co mnie określa. Gdybym teraz wygrała małą bądź dużą fortunę, od razu rzuciłabym robotę. Wolałabym realizować się na innych płaszczyznach. Pisać teksty na bloga, tylko dla przyjemności, z potrzeby bycia kreatywną i wyrażania głośno własnego zdania. Poświęcać czas na samodoskonalenie się – czytanie książek, podróże, pracę z własnym ciałem, rozwój osobisty.

Pewnie tworzyłabym więcej treści – podcasty, filmy na YouTube. Nie wracałabym z pracy stwierdzając, że dzisiaj już nic mi się nie chce, bo wyczerpałam swoje zasoby na ogarnianie mojej pracy zawodowej. Pracuję w marketingu i zajmuję się głównie pisaniem i tworzeniem treści – to niestety często drenuje mnie z energii do tego, aby kreować coś na własne potrzeby. Praca umysłowa też męczy – nie jesteśmy w stanie myśleć ciągle na pełnych obrotach.

Jestem na tyle uprzywilejowana, że mogę łączyć pracę z innymi pomysłami na życie. Pracuję na etacie, piszę bloga i mam jeszcze kilka odmiennych zainteresowań. Przymierzam się do innych kreatywnych projektów. Jednak z pewnością osiągnęłabym więcej w krótszym czasie, gdybym całą swoją uwagę mogła skoncentrować na tym, co mnie tak naprawdę jara. Na przykład pisać więcej tekstów blogowych, zamiast wychwalać zalety outsourcingu czy doradzać, jak wybrać kurtkę na zimę.

Praca nigdy nie będzie moją ulubioną częścią życia. Czas powiedzieć to głośno! Stop propagandzie pracoholizmu i poświęcania całego swojego życia na robotę!

Pracoholizm dla mnie to również praca w nocy

Work-life balance, kochanie

To takie wyświechtane hasełko, które robi furorę w zagranicznym internecie. W Polsce coraz częściej możemy je znaleźć w miejscach poświęconych świadomemu życiu, uważności, rozwojowi osobistemu (ale temu prawdziwemu, nie jakimś pseudomotywacyjnym treściom). Niektórzy zaczynają dostrzegać, jak ważna jest równowaga pomiędzy pracą a życiem prywatnym. To głównie freelancerzy, przedstawiciele kreatywnych zawodów i właściciele małych biznesów.

Zauważyliście, że ludzie, dla których praca jest sensem życia, wcale nie wyglądają na szczęśliwych i spełnionych? Wręcz przeciwnie, często są permanentnie zmęczeni i ciągle narzekają. Zaraz, zaraz… skoro tak kochają swoją pracę, że spędzają w niej całe dnie albo biorą ją ze sobą do domu, to co jest nie tak?

Brak równowagi życiowej może wynikać z kilku powodów:

  • Próba wykazania się, otrzymania podwyżki czy awansu, która często spełza na niczym, bo nie liczy się ilość przepracowanych godzin a inicjatywa, skuteczność oraz rozwój zawodowy
  • Brak innych zainteresowań skutkujący przekonaniem, że jeżeli nie pracuję, to nie mam co robić
  • Błędne założenie, że moja praca jest niezastąpiona, niezwykle ważna i wpływająca na losy całej firmy

Sami przyznacie, że to może prowadzić do frustracji, stresu i przemęczenia. Dlatego ludzie, którzy zaharowują się w robocie, nie są wcale zadowoleni ze swojego życia. Z drobnymi wyjątkami

Proszę Pani, proszę zabrać ten pracoholizm!

Często ludzie, którzy wyrwali się ze szponów korpo, gdzie zasuwali po 12 godzin dziennie, decydują się na założenie własnej firmy. Uważają, że w krótkim czasie zarobią dużo hajsu, co pozwoli im leżeć na plaży i wreszcie odpocząć. Wiecie, co się z nimi potem dzieje?

Nie poznałam prezesa czy prezeski firmy, którzy mając dziesiątki pracowników, kilkanaście projektów i tysiące lub miliony na koncie przestaliby pracować. Wszystkie podręczniki biznesowego sukcesu twierdzą, że w tej sytuacji czas by było oddelegować zadania, a samemu odcinać kupony podróżując po świecie albo siedząc w górskiej chacie na końcu świata. 

Tak się nie dzieje. Prezesi i prezeski zapieprzają najwięcej, wstają o 5 rano, umawiają spotkania do późnego wieczora i rzadko widują się z rodziną. Wpadają w kolejną pułapkę pracoholizmu, bo chcą coraz więcej i więcej. Zarabiają dużo, dbają o swoje firmy i spełniają się w biznesie. Co z tego, skoro ich życie to wieczny zapierdol?

Może ja mam po prostu inne priorytety i spojrzenie na życie. Każdy decyduje o sobie.

No to może zrobić pracę z pasji?

Myślę, że źle rozumiemy to słynne powiedzenie:

“Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu.” – Konfucjusz

Z góry zakładamy, że chodzi o to, aby swoją pasję czy hobby rozwinąć tak, aby zacząć na nich zarabiać. To często prowadzi do frustracji i wręcz znienawidzenia zajęcia, które do tej pory się uwielbiało. Dlaczego? Bo znowu wpadamy w pułapkę pracoholizmu – chcemy rozwinąć swój biznes, zrobić jak najwięcej i stworzyć najdoskonalszy produkt lub usługę. Pracoholizm uwielbia perfekcjonizm.

Perfekcjonistów można spotkać zarówno na etacie, jak i kręcących własny biznes. Żaden projekt nigdy nie jest skończony, bo nie jest idealny. Wbrew pozorom to nie presja, którą nakładają na nas szef, koleżanki i koledzy z pracy czy społeczeństwo. Ktoś, kto dąży do perfekcji, najczęściej robi to sobie sam – bo ma przekonania powstałe gdzieś w przeszłości, że musi być najlepszy, a praca, którą wykonuje, musi być dopieszczona w każdym calu. Niestety często takie efekty są nieosiągalne, co rodzi frustrację i chęć udowodnienia, że jednak się da. W ten sposób mamy kolejnego pracoholika.

Kluczem do zrozumienia powiedzenia Konfucjusza jest przede wszystkim świadomość, że nie ma pracy idealnej. Są jednak te bliższe i dalsze ideałowi. Poszukiwanie odpowiedniej dla siebie ścieżki kariery – obojętnie czy na etacie, czy we własnej działalności – jest jak najbardziej okej. Jednak nie łudźmy się, że pracując w wymarzonym miejscu, będziemy się czuć jak na wiecznych wakacjach. Nawet w najfajniejszej pracy zdarza się stres, nagłe zwroty akcji powodujące wkurwienie czy różnego rodzaju niedogodności. Im szybciej się z nimi pogodzimy, tym lepiej.

Realistyczne podejście do pracy i życia jest najlepszym wyjściem. A także zrozumienie, że lepsze zrobione jest lepsze niż doskonałe – ale o tym napiszę Wam innym razem

A Wam dokucza pracoholizm czy może odnajdujecie work-life balance? Jaki macie stosunek do swojej pracy? Może macie inne spostrzeżenia na ten temat? Zapraszam do wymiany myśli w komentarzach

polecane posty

Leave a Reply