wLudzie

Mamy 2020 rok! Czas zmienić myślenie o wielu sprawach.

Myślenie w 2020 musi się zmienić

Czytam właśnie książkę Briana Tracy’ego pod tytułem “Przemiana”. To krótka lektura traktująca o kreowaniu swojego życia na nowo po utracie pracy. Skupia się głównie na sukcesach w obszarze zawodowym. Początek książki był nawet całkiem niezły. Pomysły na stworzenie wizji swojego życia, ćwiczenia na określanie celów, wyznaczanie głównych obszarów, na których powinniśmy się skupiać. Wszystko spoko.

Gorzej zaczyna się robić, gdy docieramy do rozdziałów poświęconych zdobywaniu wymarzonej pracy i pięciu się po szczeblach kariery. Tracy zaczyna powtarzać frazesy o ubieraniu się w garnitur, żeby wyglądać jak człowiek sukcesu. Albo, że jakiś facet miał słabe wyniki sprzedażowe w swojej firmie, bo nosił gęstą brodę, a takim ludziom się nie ufa. Oczywiście, gdy ją zgolił – magicznie stał się mistrzem sprzedaży. Serio, nawet nie wiecie, jak powtarzanie takich stereotypów mnie wkurza.

Niby 2020, a jakby 1960…

Książka została wydana w 2011, więc trochę czasu minęło. Jednak odnoszę wrażenie, że w niektórych miejscach ocenianie ludzi na podstawie wyglądu i wiara w jakieś bzdurne zasady rodem z lat 60. XX wieku ma się świetnie. Przez powielanie tego typu poglądów wciąż uważamy, że biznesy można kręcić tylko z typem pod krawatem – przecież skoro jest tak świetnie ubrany, to na pewno jest uczciwy, prawda? No nie.

Marzę o świecie, w którym ludzie będą oceniani na podstawie kompetencji, usposobienia, kreatywności – a nie tego, co mają na sobie czy jaką fryzurę noszą. Uwierzycie, że w 2020 roku w niektórych miejscach wciąż jeszcze krzywo się patrzy na ludzi z tatuażami? I nie chce się ich zatrudniać? W głowie się nie mieści, jak bardzo pierdoły powtarzane przez lata utrwalają się w społeczeństwie do tego stopnia, że produkujemy samochody jeżdżące bez kierowcy, ale nie zatrudnimy typiary z wydziaranym delfinem na przedramieniu.

Nie weryfikujemy poglądów, tradycji, schematów przekazywanych nam przez rodziców czy dziadków. Wiele rzeczy powtarzamy jak mantrę, nie zastanawiając się, czy pasuje to do dzisiejszego świata, w którym już tyle wiemy. Nauka i technologia zrobiły gigantyczny krok do przodu. Mamy dostęp do tysięcy informacji na wyciągnięcie ręki. Wciąż jednak wierzymy w bajki, teorie i opinie ludzi, którzy nie mieli pojęcia jak będzie wyglądał ten świat.

Dysonans pomiędzy ludźmi

Z jednej strony wiemy już, że work-life balance jest ważny. Coraz więcej ludzi głośno mówi o tym, że to nie materialne dobra są w życiu najważniejsze. Odkrywamy swoją duchowość, pielęgnujemy przedmiotowy minimalizm, chcemy być autentyczni i sami szukamy treści prawdziwych, naturalnych. Dbamy o otaczający nas świat, chcemy ratować planetę i zwierzęta. Nierówności społeczne nas uwierają. Jednak to tylko bańka, w której żyję ja i pewnie większość osób czytających ten tekst. Jako osoby uprzywilejowane często nie wiemy nawet, jak to jest być w innym życiowym położeniu. Ten niesprawiedliwy świat, który rodzi w nas bunt, jest nam tak naprawdę nieznany.

Z drugiej strony mamy osoby, które uważają, że wszystko powyższe to dyrdymały. Z kilku powodów. Albo nie chcą nic zmieniać w swoim życiu z powodu wygody. Albo mają wpojone pewne ograniczające przekonania i ani myślą poddać je weryfikacji. Generalnie wszystko sprowadza się do niechęci wobec jakiejkolwiek zmiany. Bo zmiana wymaga wysiłku, czasem jest uciążliwa (przynajmniej na początku), zaburza wypracowany przez nas życiowy rytm. Lepiej trwać w tym, co jest i nie zastanawiać się za bardzo, czy ma to jakikolwiek sens.

Czas zmienić myślenie w 2020 roku

XXI wiek paradoksem stoi

Mamy te dwie grupy ludzi – każda w swoim świecie. Wszyscy są przekonani, że wiedzą lepiej, jak powinno być. Kto jest szczęśliwszy? Trudno ocenić.

Wracając do mądrości Briana Tracy’ego, który twierdzi również, że przychodzenie do pracy wcześniej i zostawanie dłużej (sic!) jest przepisem na zawodowy sukces. Mam wrażenie, że takie poglądy przemówią przede wszystkim do tej drugiej grupy. Do osób, którym od dziecka wpaja się, że sukces i satysfakcja życiowa zależą od stanu konta i piastowanego stanowiska.

Obecnie zaczynamy zauważać wady kapitalizmu i konsumpcjonizmu. Coraz więcej ludzi skłania się ku uważnemu życiu, minimalizowaniu sztucznych potrzeb, świadomemu nabywaniu i korzystaniu z produktów i usług. Jednak, żeby dojść do takich wniosków i wdrożyć te działania, musi nas charakteryzować odpowiedni sposób myślenia, wnioskowania i poddawania swoich poglądów ciągłej ocenie merytorycznej i logicznej.

Tymczasem media, politycy, system edukacyjny oraz wielu członków społeczeństwa skutecznie blokuje w innych możliwość rozwoju, wyboru stylu życia i wolność myślenia. Stąd mamy takie paradoksy jak strach przed LGBT znacznie przewyższający obawy o skutki katastrofy klimatycznej czy zapaści służby zdrowia. Nauka popycha postęp do przodu. Daje nam dowody na to, że wiele zjawisk, które uważaliśmy kiedyś za prawdę absolutną (homoseksualizm jako choroba, niższość kobiet wobec mężczyzn), są całkowitą nieprawdą. Natomiast narracja publiczna, podsycana przez internetowe środowiska korzystające ze swojej anonimowości, wmawia nam coś zupełnie odwrotnego.

Nacjonalizm, nienawiść do innych ludzi, wrzucanie wszystkich do jednego wora – te postawy nie mają żadnego sensu. Miłość dwóch osób tej samej płci nic nie zmienia i nie ma żadnego wpływu na sytuację ekonomiczną, równowagę ekosystemów czy zasoby planety, które kurczą się w zastraszającym tempie. Zamiast zająć się tymi palącymi problemami, zastraszająca ilość ludzi woli prowadzić krucjaty religijne, wojny podjazdowe i ordynarnie pierdolić o sprawach niemających na nich żadnego wpływu.

Dlaczego wciąż robimy tyle dziwnych rzeczy w 2020?

Całym clue moich tutejszych rozważań jest fakt, że mamy 2020 rok, a wciąż robimy sporo dziwnych rzeczy. Nie wyeliminowaliśmy myślenia, które było powszechne 50 czy 100 lat temu – i wydaje się to kompletnym nonsensem, prawda? Żeby się rozwijać, trzeba się zmieniać, dążyć do poprawy, uczyć się nowych rzeczy. Ja natomiast mam wrażenie, że nie tylko nie idziemy do przodu, ale wręcz się cofamy. Jako jednostki i społeczeństwo ogółem.

Dopiero w momencie, gdy:

  • Przestaniemy twierdzić, że żeby osiągnąć sukces, trzeba zapierdalać jak wół i chodzić pod krawatem – zaczniemy czerpać prawdziwą satysfakcję z pracy. Sukces to nie jest 6 zer na koncie i jeżdżenie Ferrari – a przynajmniej nie dla wszystkich.
  • Skończymy wmawiać ludziom, że źródłem ich problemu jest drugi człowiek oraz jego odmienne poglądy i styl życia – wtedy będziemy mogli zwrócić oczy ku prawdziwym problemom, które dotyczą nas wszystkich. Nieważne, czy jesteśmy lesbijką, matką polką czy zakonnicą.
  • Zrozumiemy, że nasze decyzje mają znaczenie – będziemy mogli wziąć za nie odpowiedzialność i wprowadzić konieczne zmiany, które pozwolą nam przetrwać. Reformy systemowe, decyzje polityczne, ale również wykształcenie nowych, małych nawyków u zwykłych ludzi to już nie fanaberia, a konieczność.

Takie przykłady mogłabym mnożyć. Jeżeli to czytasz, to pewnie już dawno nasunął Ci się wniosek, że człowiek zapomniał, co jest naprawdę ważne w życiu. To frazes powtarzany od lat – a mimo to wciąż się go ignoruje lub neguje.

Co możemy zrobić?

Podejrzewam, że każde pokolenie miało podobne dylematy jak ja. O ile oczywiście nie musiało mierzyć się z dużo gorszymi problemami, na przykład wojną. Biorę również pod uwagę to, że moje pochodzenie jest bezpośrednio związane z sytuacją życiową, która mimo wszystko jest naprawdę dobra. Tym bardziej budzi we mnie sprzeciw niesprawiedliwość społeczna oraz zbyt mała wciąż uwaga zwrócona na elementarne problemy tego świata.

Wykorzystuję to, co potrafię najlepiej – pisanie – aby mówić o tym głośno i wyrażać swoje niezadowolenie. Być może trafi na to ktoś, kto będzie potrzebował impulsu i wyzwania dla swoich obecnych poglądów. Chciałabym mieć możliwość zwracania uwagi ludzi na to, co jest naprawdę istotne.

W świecie, w którym dochodzi do tego, że garstka ludzi ma więcej pieniędzy niż większość populacji, definitywnie potrzebne są zmiany. Oprócz tych wielkich, systemowych i tych małych, fizycznych (jak ograniczanie plastiku czy jedzenia mięsa), potrzebna jest też zmiana myślenia. W końcu to pogoń za sukcesem, kasą i “byciem kimś” doprowadziło nas do momentu, w którym właśnie jesteśmy. I nie jest to moment optymistyczny. 

Jakie są Wasze przemyślenia na ten temat? Czy w 2020 roku powinno być tak, jak jest teraz? Co tak naprawdę jest naszą największą bolączką? Wymiana myśli w komentarzach jest więcej niż wskazana!

polecane posty

Leave a Reply