wLudzie

Ja się przejmuję, a inni… mają to w dupie

Czuję się tak właściwie od zawsze. Na pewno od momentu, w którym stałam się świadomie myślącym człowiekiem i ukształtowały się moje poglądy na otaczający mnie świat. Nagle zauważyłam, że nie wszyscy myślą tak samo, jak ja. A co więcej – to, co spędza mi sen z powiek, dla innych nie ma większego znaczenia.

Ten dysonans do dziś jest dla mnie szokiem. Podczas gdy ja się przejmuję katastrofą klimatyczną, płonącymi lasami czy losem zwierząt hodowlanych – większość ludzi po prostu żyje i nic sobie z tego nie robi. Pracują, oglądają telewizję, rodzą dzieci i robią zakupy bez jakiejkolwiek refleksji.

Zazdroszczę wszystkim, którzy chodzą po sklepach i nie mają wyrzutów sumienia z powodu swoich wyborów żywieniowych i konsumenckich. Ja często rezygnuję z wielu produktów tylko dlatego, że są pakowane w plastik albo mają niewegański skład. A jeżeli jednak się na nie skuszę, męczy mnie poczucie winy i świadomość, że oto właśnie przyczyniam się do zagłady Ziemi.

Jak widzicie, nie jestem ideałem. Są aktywiści, ortodoksyjni weganie i wyznawcy zero waste, którzy robią milion razy więcej niż ja. Oni pewnie patrzą na mnie i myślą o mnie tak samo, jak ja o tych, co nie robią zupełnie nic.

Dlaczego nic się nie zmienia?

Tłumaczę to sobie tak, że niektórzy po prostu jeszcze się nie obudzili. Ich świadomość jest za mała, nie dotarł do nich jeszcze ten impuls powodujący zmianę w sposobie myślenia i zachowania. W końcu ja też nie jestem wege od zawsze. Ba! Kiedyś zarzekałam się, że nigdy nie zrezygnuję z mięsa. Jednak w końcu przejrzałam na oczy, zrozumiałam, dlaczego to ma sens.

Ale potem rozmawiam z ludźmi, którzy doskonale zdają sobie sprawę z tego, co się dzieje. Oglądają wiadomości i też mają internet. Wiedzą, że zwierzęta są hodowane w fatalnych warunkach i zabijane w bestialski sposób. Wiedzą, że płoną lasy amazońskie i że za kilkanaście lat możemy przestać istnieć ze względu na zmiany klimatu. Doskonale zdają sobie sprawę z tego, jak szkodliwy jest plastik.

I co? Absolutnie nic z tym nie robią. Mają to po prostu w dupie. Z lenistwa, z wygody albo po prostu z obojętności. Nie zmieniają swojego stylu życia nawet w 0,01%. Nadal pakują jedno jabłko w foliowy worek i jedzą mięso każdego dnia. Nie segregują śmieci, piją wodę z plastikowych butelek… Czy zmiana tych małych przyzwyczajeń kosztuje aż tak wiele wysiłku?

Ja się przejmuję...

Mała zmiana lepsza niż żadna

Wprowadzenie drobnych zmian w moim stylu życia było bardzo proste. Z dnia na dzień przestałam kupować zgrzewki wody w butelkach – zaoszczędziłam kasę i dałam odetchnąć środowisku, pijąc kranówkę. Kupiłam zestaw woreczków na owoce i warzywa. Pozbierałam płócienne torby zalegające w domu. Moje zakupy od razu stały się less waste. Mięso ograniczałam stopniowo, a decyzja o całkowitej rezygnacji oraz o mocnym ograniczeniu innych produktów odzwierzęcych była procesem. Zresztą, nikt nie każe Ci być wege. Już samo ograniczanie mięsa, jajek czy nabiału to korzyść dla planety, zwierząt i zdrowia.

Te zmiany to nie jest jakaś wielka życiowa rewolucja. Nie wymagają praktycznie żadnego wysiłku. Czas poświęcony na ich wdrożenie będzie niewielki. Nakłady finansowe – praktycznie zerowe, jeśli sprytnie podejdziesz do tematu. Co więcej, możesz nawet zaoszczędzić!

Ciężko mi zrozumieć, dlaczego ogromna rzesza ludzi wciąż zamyka oczy na problemy tego świata i nie chce nawet odrobinę dostosować swojego postępowania tak, abyśmy mogli uratować planetę i przeżyć na tym świecie jak najdłużej. Głusi są na alarmy o dramatycznych zmianach klimatu i groźbach, że za 15 lat nie będzie z nas co zbierać. A przecież zdecydowanie łatwiej wprowadzić teraz mikro zmiany niż za parę lat musieć gwałtownie przebudować całe swoje życie, aby uniknąć zagłady.

Brak zmiany = dramatyczne skutki

Nie zastanawia Was, jakie skutki dla nas oraz przyszłych pokoleń mogą nieść ocieplenie klimatu, nadwyżka plastiku czy galopujące zużycie zasobów Ziemi? Cóż, pewnie już o tym słyszeliście z niejednego źródła, ale powtórzę – bo informacji nigdy dość.

Wasze dzieci mogą nie dożyć dwudziestki. My nie doczekamy spokojnej starości. Będzie brakować wody pitnej. Ekstremalne zjawiska pogodowe oraz zmiany klimatyczne wpłyną negatywnie na warunki życiowe w wielu rejonach świata. To doprowadzi do wojen i ogromnych migracji, które będą skutkować jeszcze większą ilością wojen. W końcu już teraz człowiek człowiekowi wilkiem, a w obliczu zagłady i prób przeżycia za wszelką cenę nie będzie miejsca na empatię, altruizm i bezinteresowną chęć pomocy.

Warunki do życia będą tragiczne. Ceny poszybują w górę, bo produkty, które teraz są dla nas dobrami podstawowymi, staną się luksusem. Ilość jedzenia będzie mocno ograniczona, bo nie będzie gdzie go produkować – uprawa roślin na wyjałowionej glebie nie będzie opłacalna ani nawet możliwa. Jakość powietrza znacząco się pogorszy.

A to tylko niektóre problemy, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć. To nie są żadne dramatyczne wizje, to rzeczywistość – są na to dowody naukowe w postaci badań. W dobie internetu mamy je na wyciągnięcie ręki. Mimo to nie zapoznajemy się z nimi – digitalowy szum informacyjny nas pochłania i często zajmuje mniej wymagającymi treściami.

Czy ja mam jakiś apel do Was? Jeżeli wiadomości w telewizji, newsy w internecie, naukowe badania, setki postów na Fejsie i Instagramie oraz rozmowy z przyjaciółmi i znajomymi jeszcze Wam nie uświadomiły, że zmiany są konieczne – to moje słowa w niczym nie pomogą. Choć nie tracę nadziei, że coraz więcej ludzi będzie otwierać oczy. Wiem, że zmiana jest możliwa. Oby tylko nie przyszła za późno.

Czy zmiany wokół Was są widoczne, a może spotykacie się głównie z obojętnością? Czy sami dbacie o to, aby małymi krokami zmieniać świat czy nie przykładacie do tego wagi? Zachęcam do wymiany myśli w komentarzach.

polecane posty

Leave a Reply