Ekologia - małe działania dla planety

Kilka małych, ekologicznych działań dla dobra naszej planety

O zmianach klimatycznych i negatywnym wpływie człowieka na otaczający nas świat mówi się coraz więcej. Temat od paru lat jest na językach mediów, influencerów, polityków i świata nauki. Każdy, kto neguje te zjawiska, zaklina rzeczywistość. No właśnie, tylko co dalej w związku z tym? Czy możemy coś zrobić, aby było lepiej? Spróbujmy się nad tym zastanowić.

W dobie pandemii koronawirusa, temat staje się jeszcze bardziej aktualny. Dużo ludzi wskazuje na powiązanie tematu ekologii i epidemii. Z jednej strony zatrzymanie gospodarki chwilowo dobrze wpłynęło na stan powietrza czy wód. Z drugiej, prawdopodobnie to nie wystarczy, aby wyhamować skutki galopującego globalnego ocieplenia. Dlatego każdy, komu zależy na naszej planecie powinien wprowadzić zmiany do swojego stylu życia, które będą sprzyjać dbaniu o środowisko. To już nie jest kwestia przyszłych pokoleń, bo te zmiany postępują bardzo gwałtownie i może się okazać, że katastrofalne skutki pojawią się jeszcze za naszego żywota.

Do napisania tego tekstu zainspirował mnie bardzo dobry wpis Agnieszki z bloga Lifemanagerka: Koronawirus i zmiany klimatyczne – jaki to ma związek? – zachęcam Was do zapoznania się z nim, aby jeszcze lepiej zrozumieć, dlaczego nasze działania są obecnie tak istotne.

Odwieczny dylemat: ja nic nie mogę zrobić!

Otóż możesz. Na moim blogu już rozważaliśmy to, jak bardzo potrzebne są zmiany systemowe. Sposób produkcji dóbr, ich ilość i jakość pozostawiają wiele do życzenia. Tworzymy i konsumujemy w nadmiarze, który nie jest zwykłą nadwyżką – to horrendalne ilości, których nikt z nas nie jest w stanie przejeść ani wykorzystać w codziennym życiu. Zacznijmy od tego, żeby uświadomić sobie, że nie potrzebujemy wcale tylu rzeczy.

To pierwszy krok do jakiejkolwiek zmiany – zarówno jednostkowej, jak i systemowej. System nie zmieni się, jeśli jednostki będą kupować bez opamiętania, bo systemowi zależy na pieniądzach. Dopiero gdy wielkie korporacje zauważą zmiany w społeczeństwie, bunt przeciwko niektórym produktom czy metodom ich wytwarzania – będzie zmuszony wprowadzić zmiany. Nie zrobi tego po dobroci, czasem nawet nie zrobi tego pod groźbą kary. Zrobi to tylko wtedy, gdy będzie to opłacalne.

Dlatego my, jako klienci, “głosujemy” swoimi pieniędzmi i wyborami. Rezygnując z pewnych rzeczy, zastępując je innymi. Możemy zrobić bardzo wiele, tylko musimy świadomie podchodzić do życia i dawać przykład innym, aby oni mogli się uczyć drogą obserwacji.

Kolejny dylemat: nie chce mi się!

Zmiana przyzwyczajeń dla wielu ludzi jest wręcz mordęgą. Choć zastąpienie niektórych nawyków innymi często okazuje się zbawienne dla naszego portfela i jest życiowym udogodnieniem, opieramy się temu, zwłaszcza jeżeli pewne wzorce i przyzwyczajenia są głęboko zakorzenione w naszej kulturze, tradycji i światopoglądzie.

Moim zdaniem zmiana jest sposobem na rozwój, a próbowanie nowych rzeczy zdecydowanie pozytywnie wpływa na jakość naszego życia i spojrzenie na otaczający nas świat. Dlatego myślę, że każdy powinien spróbować. Nie warto patrzeć tylko na czubek swojego nosa, ale także otworzyć się na potrzeby i problemy ogółu. Zmiana stylu życia podyktowana dbaniem o środowisko jest właśnie takim krokiem w stronę kolektywnego poczucia wspólnoty i dbania o siebie nawzajem.

Nikogo do niczego nie namawiam, ale zachęcam do refleksji nad tym tematem

Ekologia – działania ku dobru planety

Podrzucam Wam przykłady tego, co ja robię. Daleka jestem od ideału i można by wiele rzeczy jeszcze zmienić, ale myślę, że to idealne inspiracje dla każdego początkującego w dziedzinie ekologii. Pamiętajcie, lepiej jest zrobić kilka małych rzeczy niż nie robić nic! Obecnie kombinuję nad oszczędzaniem wody ze względu na suszę. Z oczywistych rzeczy nie będę wspominać o recyklingu odpadów, bo to obecnie obowiązek i każdy powinien się do tego stosować.

Picie wody z kranu

Woda z kranu w większości miejsc w Polsce jest zdatna do picia. Piłam z kranu od najmłodszych lat – nawet w szkole – i nigdy nic mi się od tego nie stało. W domu natomiast zawsze były butelki z pyszną gazowaną wodą, której – przyznaję się bez bicia – trochę mi brakuje. Jednak kwestie ekologiczne zwyciężyły i butelkowaną wodę kupuję bardzo rzadko – jak zapomnę swojej wielorazowej butelki z domu albo właśnie w chwilach kryzysu, gdy potrzebne jest gazowane orzeźwienie.

Kwestię gazu mam zamiar załatwić, zaopatrując się w Sodastream czyli saturator domowy. Słyszałam wiele pozytywnych opinii na jego temat i mam zamiar zainwestować w ten sprzęt w bliżej nieokreślonej przyszłości.

Co do samej kranówki – najważniejszy jest temat picia poza domem. Posiadając butelkę lub bidon wielorazowego użytku, możemy zawsze mieć swoją wodę z kranu przy sobie. Butelka z filtrem (na przykład Dafi) dodatkowo pozwala na uzupełnianie jej, gdziekolwiek jesteśmy – ja korzystam z tego w podróży czy na siłowni.

Picie kranówki jest naprawdę spoko, pozwala na zaoszczędzenie pieniędzy i odciąża planetę dzięki zmniejszeniu zużycia plastiku. Win-win!

Własne woreczki na zakupy

Foliówki odeszły do lamusa od kiedy chodzę na zakupy z własną torbą i zestawem woreczków na warzywa i owoce. Siatki biorę tylko wtedy, gdy akurat spontanicznie wyląduję w sklepie i muszę wziąć coś, czego nie można położyć luzem w koszyku. A właśnie, taka wskazówka – nie musicie jednej cytryny wkładać do worka. Ja robiąc zakupy bez swoich woreczków, zwykle kładę wszystko na taśmie luzem, z wyjątkiem rzeczy w dużych ilościach – na przykład jabłek. Ale cukinię, dwa pomidory, 3 ogórki czy pęczek rzodkiewki nie pakuję do niczego. Nigdy nikt mi nie zwrócił na to uwagi w sklepie.

Wracając do woreczków – można je uszyć lub kupić. Ja zamówiłam zestaw 6 woreczków, po dwa z każdego rozmiaru. Duże idealnie nadają się na ziemniaki czy cebulę, mniejsze na banany lub ogórki, a te całkiem malutkie pomieszczą pomidorki koktajlowe czy fasolę. Nie mam jedynie worka na totalną drobnicę, ale takie też są dostępne – jeśli często kupujecie kaszę, ryż czy strączki na wagę.

Takie woreczki nie zajmują wiele miejsca, a naprawdę pomagają ograniczyć zużycie foliówek, które są zmorą w sklepach spożywczych – widziałam ludzi, którzy potrafią każdą jedną sztukę zapakować w osobny worek! To naprawdę nie jest potrzebne.

Ekologia - jakie działania ja podejmuję?

Ograniczenie ilości kosmetyków

Nie mówię, że macie myć włosy, ciało i naczynia jednym mydłem. Ale widziałam już łazienki, w których dziewczyny mają 5 kremów do twarzy, 3 rodzaje podkładu czy 10 żeli pod prysznic. Komu jest to potrzebne? W przypadku produktów do mycia jest jeszcze szansa, że w końcu je zużyjemy, ale kosmetyki kolorowe czy pielęgnacyjne mogą być otwarte tylko przez określony czas. A jeżeli mamy ich kilka, to na pewno nie zdążymy przed upływem daty ważności.

Nie jestem ideałem w tym temacie, ale staram się mieć maksymalnie 2 sztuki z każdego rodzaju produktów kosmetycznych. Nie kupuję też tego, czego naprawdę nie potrzebuję – na przykład kosmetyków kolorowych, których i tak potem nie zużyję, bo serio nie potrafię się malować. Wolę zainwestować w dobry tusz do rzęs niż paletkę cieni, która będzie leżeć i się kurzyć

Oczywiście warto również polować na kosmetyki w lepszych opakowaniach – głównie w szkle. Nie są one jednak jeszcze dobrze dostępne, a ceny często odstraszają. Dlatego znajdźcie złoty środek. Główna zasad to nie kupować ponad miarę tylko zużywać to, co już macie.

Ograniczenie spożycia mięsa

Temat, który według mnie już dawno nie powinien ocierać się o kontrowersje. Eksperci od dłuższego czasu przeprowadzają badania i ostrzegają – spożycie mięsa ma fatalny wpływ na klimat i na nasze zdrowie. Dlaczego? Ano dlatego, że produkujemy go zbyt dużo, a do tego w fatalnych warunkach. Ładujemy w nie syf, aby było tańsze, większe i wciąż smakowało. Przemysłowi hodowcy mają gdzieś godność zwierząt, nie mówiąc o ich zdrowiu, ale także zdrowiu konsumentów, którzy potem to kupują. Wierzcie mi, gdyby produkcja i sprzedaż mięsa przypominała normalne rolnictwo znane nam przez tysiące lat ludzkiej egzystencji – ruch wegetariański byłby mniejszością.

Coraz częściej jednak ludzie zwracają uwagę, jak wiele złego wyrządził dzisiejszy przemysł mięsny. I nie zgadzają się na to. Szukają alternatyw, ograniczają spożycie produktów odzwierzęcych lub przechodzą na wegetarianizm czy weganizm. Nie musimy wszyscy odżywiać się dokładnie tak samo. Ale nie musimy jeść też mięsa na śniadanie, obiad i kolację. Zmiana diety na bardziej roślinną daje korzyści nie tylko środowisku, ale również naszemu zdrowiu i samopoczuciu.

Potrzebujesz wskazówek i inspiracji? Sprawdź moje sposoby na tofu oraz przewodnik po byciu wege w czasie pandemii.

Praca zdalna

A to jest ciekawy temat, o którym chyba mało kto pisze – praca zdalna w kontekście ekologii. Przemyślenia te naszły mnie już dawno, gdy jeszcze byłam zmuszona pracować w biurze. Oprócz moich osobistych niewygód (siedzenie przy biurku, dzielenie kuchni i łazienki z wieloma osobami, hałas), zaczęłam przyglądać się temu, jak takie biuro sobie radzi pod względem ekologicznym.

Nie są to pozytywne obserwacje. Setki zużytych ręczników papierowych, bo przecież 60 czy 80 osób w biurze nie będzie wycierało rąk w ten sam wielorazowy. Opakowania po herbacie, kawie, płatkach, jogurtach w ilościach hurtowych. Brak porządnej segregacji śmieci. Zużycie prądu na kosmicznym poziomie – bo w nocy komputery, monitory i inne urządzenia są nadal podłączone do wtyczek, a przecież nikt nie wyłącza zasilania w całym budynku. Doliczmy do tego jeszcze kilkadziesiąt samochodów na parkingu, które również są źródłem zanieczyszczeń.

Nie sądzicie, że zdalnie oznacza bardziej eko? Bo ja zdecydowanie. Nie wytwarzam spalin dojeżdżając do pracy, nie produkuję niepotrzebnych śmieci, a po skończonej robocie wyłączam laptopa i odłączam ładowarkę z gniazdka. Oszczędność zasobów planety jest widoczna gołym okiem!

Tutaj przeczytacie więcej o moich doświadczeniach z pracą zdalną: Praca zdalna – czy warto? Moje doświadczenia

Co jeszcze mogę zrobić dla świata?

Sposobów na ekologię jest naprawdę sporo. Przestałam praktycznie kupować ubrania w sieciówkach (z wyjątkiem bielizny i butów) i przerzuciłam się na lumpeksy czy Vinted. Zamiast kupować kaszę pakowaną w osobne woreczki, kupuję jedno duże opakowanie i gotuję tyle, ile akurat potrzebuję. Nie wyrzucam warzyw z wege rosołu, tylko blenduję je i zamrażam w porcjach, a potem dodaję do sosów i zup. Z liści rzodkiewki zawsze robię przepyszne pesto na kanapki. Staram się nie marnować jedzenia i innych zasobów, które przecież nie są nieograniczone.

Teraz, gdy trwa pandemia, możemy naprawdę przyjrzeć się swoim nawykom i popracować nad nimi, aby zacząć żyć bardziej świadomie i ekologicznie. Planeta z pewnością Wam za to podziękuje. A kto wie, może to właśnie Wy dodacie swoją cegiełkę do społecznego sprzeciwu wobec wyniszczania Ziemi, dzięki czemu zmiany zaczną pojawiać się w systemie i korporacjach. Pamiętajcie, popyt kreuje podaż, a rewolucja zawsze zaczyna się od idei.

Piszcie w komentarzach, jakie są Wasze sposoby na życie bardziej eko. Chętnie poczytam inspiracje, które pomogą mi wdrożyć jeszcze więcej przyjaznych środowisku patentów. Zainspirowałam Was? Dajcie znać!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zajrzyj na mojego Instagrama, gdzie również komentuję rzeczywistość: