wLudzie

Dziewczyno! Twój wygląd to tylko i wyłącznie Twoja sprawa.

wygląd to tylko Twoja sprawa

W dzisiejszym społeczeństwie często kobieta kobiecie wilkiem. Winę za taki stan rzeczy zrzucam na patriarchat, który przez lata nie pozwalał kobietom samodzielnie myśleć ani robić, często wpajając im poglądy sprzeczne z ideą feminizmu, siostrzeństwa, emancypacji czy równości. O tym sobie pogadamy innym razem. Tymczasem przyjrzyjmy się, dlaczego jedna kobiecie odbiera prawo drugiej kobiecie do wyglądania tak, jak chce.

Marieta Żukowska wrzuciła post na Instagramie o tym, że należy do wymierającego gatunku kobiet. Jakiż to jest ten wymierający gatunek? A no są to kobiety naturalne – które nie robią rzęs i paznokci, nie farbują włosów, nie powiększają cycków, a już na pewno sobie niczego nie ulepszają w gabinetach chirurgii plastycznej.

W komentarzach rozpętała się burza. Większość komentujących kobiet zarzuciła aktorce, że przede wszystkim nie powinna nikomu mówić, jak ma wyglądać i wartościować “naturalnego” wyglądu jako tego lepszego. Dziewczyny pisały, że każda kobieta ma swoją wartość, obojętnie w jaki sposób o siebie dba. Żukowska oczywiście zaczęła obracać wszystko w żart i tłumaczyć się, że przecież nie miała nic złego na myśli.

Bądź naturalna. Chyba że jesteś brzydka, to wtedy nie.

Pojawiły się też inne komentarze. Na przykład taki, że domniemana “sztuczność” i operacje plastyczne są uzasadnione w przypadku, gdy kobieta ma rzadkie włosy albo nieciekawy (z perspektywy autorki) nos. Natomiast ładne kobiety powinny pozostać naturalne. Nie dla nich zabiegi upiększające! Excuse me, co to za bullshit?

Zacznijmy od tego – kto decyduje o tym, kto jest brzydki a kto ładny? Jest jakiś sąd, który rozstrzyga takie spory? Nie wydaje mi się. Ocenianie urody kogokolwiek na podstawie swojego widzimisię powstałego z pewnością na podstawie kanonu piękna narzucanego nam przez piorącą mózgi popkulturę jest słabe, głupie i nieuzasadnione.

Jest mnóstwo kobiet, które nie wyglądają jak z okładek magazynów lub wyfotoszopowanych postów na Instagramie. Są to kobiety piękne, wartościowe, inteligentne, osiągające sukcesy. Kochają swoje nosy, nogi i cycki, mimo że według “standardów” nie są one takie, jakie powinny. Są też takie kobiety, które ich nie kochają i je zmieniają. Ubiorem, makijażem, zabiegami. Nikogo nie powinno to obchodzić. Powtarzam: NIKOGO.

Dziewczyno! Twój wygląd to tylko i wyłącznie Twoja sprawa.

Oprócz tego, że narzucamy innym to, jak mają wyglądać, to jeszcze uważamy, że wszystkich poza kanonem możemy krytykować. Ocenianie wyglądu jest na porządku dziennym – zwłaszcza w mediach i internecie. Kolorowa prasa robi rankingi nowych posłanek na Sejm RP pod kątem ich urody. Portale plotkarskie interesują się tylko tym, w co ubrane są aktorki, piosenkarki czy polityczki – nie tym, co mają do powiedzenia. Znaczy się tym też, pod warunkiem, że powiedzą coś głupiego. Instagram to istny festiwal hejtu, gdzie każde zdjęcie otrzymuje w pakiecie komentarze o tym, że autorka jest za gruba, za chuda, za brzydka, za ładna i tak dalej.

Obserwując te zjawiska każdego dnia, sami zaczynamy oceniać innych. Na ulicy, w pracy, wśród znajomych. Komentowanie wyglądu innych jest częstym tematem rozmów i plotek. Zresztą, sama nie jestem święta – też wielokrotnie obgadywałam kogoś, bo nie pasowała mi fryzura czy ciuchy tej osoby. Na szczęście z wiekiem zmądrzałam i zrozumiałam, że wygląd innych ludzi nie ma wpływu na moje życie i nie jest moją sprawą.

Kanon kontra naturalność

Wszystkie “kanony urody” są z założenia fałszywe, bo są sztucznie kreowane przez media, korporacje, producentów ubrań i kosmetyków. Wmawia nam się, że musimy wyglądać w określony sposób i że możemy to osiągnąć tylko wydając pieniądze na kolejne suplementy, karnety na siłkę czy cudowne mazidła zapewniające młodość. Karmimy tym umysły od najmłodszych lat, co stwarza w nas poczucie, że odstając od tych “ideałów” jesteśmy gorsi.

W niektórych osobach wywołuje to nienawiść jedynie do samych siebie, w innych – niepohamowaną potrzebę krytykowania innych, zwłaszcza gdy są szczęśliwi tacy, jacy są.

Obecnie panujący kanon – bo przecież zmieniał się on przez wieki – jest jednym ze źródeł frustracji, depresji, samobójstw, zaburzeń odżywiania i wielu innych problemów. Głównym powodem takiego stanu rzeczy jest fakt, że jest on dla wielu osób nieosiągalny. Nie dlatego, że są leniwe czy że za mało się starają. Po prostu każdy człowiek jest inaczej zbudowany, ma inne tendencje do tycia czy chudnięcia oraz mniejszą bądź większą sprawność fizyczną. Do tego dochodzą hormony, genetyka, choroby i tysiące innych czynników, które determinują czy możemy wyglądać fit jak laska z okładki czy też nie do końca.

Oczywiście nie ma nic złego w dążeniu do tego, aby być zdrowym, utrzymywać prawidłową wagę czy posiadać sprawność fizyczną – o ile robimy to dla siebie. Wyidealizowany obraz sylwetki, która ma nam dać szczęście i moc nie jest prawdziwy. Tak naprawdę najlepiej czujemy się, gdy to, co robimy sprawia nam przyjemność.

I tu właśnie docieramy do drugiego bieguna całego tego sporu – czyli naturalności. Postrzeganej w przeróżny sposób. Dla jednych naturalny wygląd to brak makijażu i ułożonych włosów. Dla innych nie ma naturalności bez zaprzestania depilacji. Żadne z tych podejść nie jest złe, dopóki nie narzucamy go innym.

Naturalność nie jest z założenia lepsza. Każdy, kto tak twierdzi popełnia błąd retoryczny zwany “Odwołaniem do natury”. Obecnie mamy takie czasy, że marketingowo wciska nam się różne rzeczy zapewniając, że są one naturalne – czyli dobre dla naszego zdrowia, urody i samopoczucia. Często te produkty nie są wcale bliższe naturze niż te opracowane w laboratorium. Nie są też zdrowsze czy bardziej skuteczne. Tak działa biznes – chwyty, które działają stosuje się aż do wyczerpania.

Trend mający na celu uświadamianie kobietom, że są wartościowe takie, jakie są – bez makijażu, kaloryfera na brzuchu i z włosami pod pachami – jest jak najbardziej okej. Problem zaczyna się, gdy wyznawczynie ruchu naturalistycznego zaczynają postrzegać dziewczyny korzystające z metod upiększania swojego ciała za gorsze, głupsze, mniej inteligentne. Albo, co gorsza, jako zagrożenie dla feminizmu.

Wygląd to Twoja sprawa

Masz wybór, dziewczyno!

Bo tak naprawdę każda z nas może dbać o siebie dokładnie tak, jak chce. Postrzegając dziewczyny z tipsami czy przedłużonymi rzęsami jako gorsze i głupsze cofamy się do opresyjnych lat szkolnych, gdzie często za makijaż czy konkretny ubiór otrzymywało się negatywną ocenę. Tak jakby nasz wygląd miał jakikolwiek wpływ na stan wiedzy czy inteligencję.

Żyjemy w XXI wieku. Po to powstały lakiery hybrydowe, sztuczne rzęsy, farby do włosów czy zabiegi medycyny estetycznej, aby z nich korzystać. A co więcej – mamy wybór! Przez wiele lat nie mogłyśmy decydować o sobie w żadnej sprawie. Teraz nie dość, że możemy być kimkolwiek chcemy, to możemy decydować o swoim wyglądzie według swoich osobistych preferencji. Możemy zmieniać i maskować to, co nam się nie podoba lub wręcz przeciwnie – dumnie to eksponować.

Przynajmniej teoretycznie, bo jak pokazuje sytuacja przytoczona na początku, wciąż istnieje wiele kobiet, które będą próbowały wtłoczyć nas w ramy tego, co uważają za słuszne.

Dlaczego kobiety sobie to robią?

Oczywiście dlatego, że na nas wywierana jest ogromna presja związana z wyglądem. Choć presja ta jest naprawdę znacząca dla obu płci, facet niemieszczący się w kanonie wyznaczanym przez modeli bielizny typu Calvin Klein nie będzie zasypywany komentarzami o tym, że jest brzydki i gruby. Tutaj mamy inny problem – krytykowanie gości, którzy dbają o siebie “za bardzo”, ale to temat na osobny post.

Moja mama zawsze powtarzała mi, że człowiek, który jest wredny czy niemiły “coś sobie załatwia” taką postawą. Chodzi o to, że bardzo rzadko hejtujące komentarze są pisane tak po prostu, aby komuś dopierdolić dla samej uciechy. Osoby znające swoją wartość, będące otwarte na świat nie mają potrzeby bycia chamskim dla innych. Tendencja ta często wynika z wzorców postępowania ukształtowanych w dzieciństwie czy będących efektem jakiś negatywnych doświadczeń. Ubolewam nad tym, że wiele kobiet musi “sobie coś załatwiać” – na przykład poprawę samopoczucia czy dowartościowanie – kosztem innych kobiet.

Wnioskiem z postu Mariety Żukowskiej oraz komentarzy związanych z tą sprawą powinno być przede wszystkim to, że żadna kobieta nie powinna drugiej kobiecie mówić, jak powinna wyglądać. Siostrzeństwo polega na tym, że akceptujemy siebie takimi, jakimi jesteśmy. Obojętnie czy mamy owłosione pachy, sztuczne rzęsy czy krzywe zęby.

Liczy się to, co w głowie

Nie to, co na zewnątrz. Wartościowanie i ocenianie często jest złe, ale czasem potrzebujemy go, aby móc określić swoje poglądy na świat. Dlatego uważam, że wyrabiając sobie opinię na temat drugiego człowieka, powinniśmy skupić się przede wszystkim na tym, co sobą reprezentuje. Czy jest dobry, jakie wartości wyznaje, w jaki sposób myśli o świecie. To jest to, co naprawdę się liczy.

Przyjaciół też dobieramy sobie na podstawie podobieństw dusz, nie wyglądu. Chyba że dla Was liczy się tylko zewnętrzna powłoka, to przepraszam. Tylko czy takie relacje można nazywać prawdziwą przyjaźnią? W związkach wygląd ma znaczenie, ale dużo bardziej przyciąga nas osobowość drugiego człowieka, jego poczucie humoru czy inteligencja.

Dlaczego więc z taką łatwością przychodzi nam krytyka osób, które są nam zupełnie obce? Internet z pewnością jest największym winowajcą, zapewniając nam teoretyczną anonimowość i łatwo dostępne narzędzia do siania hejtu. Ponadto, kultura świata online opiera się w głównej mierze na walorach wizualnych, a nie wartościowych treściach. I chociaż powoli się to zmienia, wiele osób wciąż jeszcze skupia się jedynie na ładnych obrazkach. Te, które według nich nie są ładne, można po prostu zgnoić.

Zapraszam do wymiany myśli w komentarzach. Czy dajecie innym prawo do tego, aby mogli decydować o sobie? Czy zdarza Wam się krytykować czyjś wygląd? Chętnie poznam Wasze zdanie na ten temat.

polecane posty

Leave a Reply