Dylemat Społeczny

“Dylemat Społeczny” – niebezpieczne social media

Nie jest tajemnicą ani nowością fakt, że media społecznościowe mogą mieć negatywny wpływ na wiele aspektów ludzkiej egzystencji. Uzależnienie od bycia online, nierealistyczne oczekiwania wobec siebie, a nawet depresja czy zaburzenia odżywiania – do tego wszystkiego może doprowadzić nieumiejętne korzystanie z Fejsa czy Instagrama. Z tym tematem mierzy się najnowszy dokument Netflixa pod tytułem “Dylemat Społeczny”.

Już od dłuższego czasu zastanawiam się, jak korzystanie z internetu wpływa na moje życie. Wiecie, że przestałam obserwować blogerów kulinarnych, bo moje myśli codziennie obsesyjnie krążyły wokół jedzenia. Zaczęłam również wywalać konta na Instagramie, które nic nie wnosiły do mojego życia albo wręcz mnie demotywowały. Nienaturalnie szczupłe, wyretuszowane laski, mieszkania jak z katalogu IKEA (a u mnie wiecznie kocia sierść na kanapie), podróże, na które na razie mnie nie stać – to wszystko sprawia, że nasze samopoczucie gwałtownie spada. Nawet jeśli wiemy, że każdy ma inną historię i nie ma się co porównywać do wyidealizowanych obrazków.

“Dylemat Społeczny” uświadamia, jak toksyczny wpływ mają na nas social media.

Manipulacja, której nie widać

W filmie rozprawia się głównie o algorytmach, mających za zadanie wpływać na nasze zachowanie i decyzje odnośnie aktywności na portalach społecznościowych. Pracuję w branży IT od lat i co nieco wiem o działaniu takich właśnie algorytmów. Na przykład uczenie maszynowe (machine learning) ma za zadanie niejako naśladować działanie ludzkiego mózgu – podajemy komputerowi przykłady jakichś zjawisk, a on sam potrafi dojść do wniosku, kiedy znowu one wystąpią. Rozpoznaje wzory zachowań, wyciąga wnioski i dogłębnie analizuje dane, aby można było lepiej zrozumieć przyczyny czy rezultaty konkretnych działań.

Co ważne, taki algorytm nie robi w kółko tego samego. Jak sama nazwa wskazuje – uczy się ciągle robić to lepiej. Na początku ma małą próbkę danych, na podstawie której zaczyna rozpoznawać zależności. Im więcej informacji mu dostarczymy, tym bardziej bezbłędnie będzie mógł takie zależności przewidzieć. Wynika z tego, że komputer może dowiedzieć się, jak funkcjonuje człowiek i wywoływać w nim konkretne reakcje. Wystarczy pokazać mu treści, które owe zachowanie wywołują. Trochę creepy, co nie?

Takie algorytmy są wykorzystywane w medycynie – na przykład do analizy zdjęć komórek rakowych i przewidywania, czy zmiany skórne są obarczone ryzykiem zachorowania. Jednak jak każda technologia, komputery o takich możliwościach mogą zostać wykorzystane do osiągania bardziej przyziemnych, a przede wszystkim nie do końca etycznych celów.

Nie płacisz za produkt? To znaczy, że Ty nim jesteś

I nie chodzi mi tutaj wcale o jakąś kontrolę nad światem, choć w gruncie rzeczy właśnie tak przedstawia tę sytuację “Dylemat Społeczny”. Nie jest to jednak taka kontrola, z jaką kojarzy nam się władza absolutna przedstawiana w filmach, książkach i kulturze. To nie jeden złoczyńca, który steruje całą populacją i zniewala ją tak, że ludzie tylko pracują i śpią ku chwale ojczyzny. Manipulacje i kontrola ze strony mediów społecznościowych są nieco bardziej subtelne.

Posłużę się wyświechtanym frazesem – jeżeli nie wiadomo, o co chodzi, to na pewno chodzi o pieniądze. Tak naprawdę to jest głównym motywatorem wszystkich internetowych gigantów wymienionych w filmie. Właściciele Google, Facebooka czy Pinteresta nie interesują się dobrostanem swoich użytkowników, dopóki oni udostępniają im swoje dane i klikają w wyświetlane przez nich reklamy. To zagadnienie na poziomie moralnym, bo w końcu nie ma nic złego w prowadzeniu biznesu i zarabianiu pieniędzy. Problem pojawia się wtedy, gdy robimy to za wszelką cenę – kosztem zdrowia psychicznego i fizycznego klienta, nie zważając na jego prywatność czy bezpieczeństwo.

Algorytmy analizują nasze zachowanie, a potem wyświetlają nam adekwatne reklamy czy treści, po to, aby zatrzymać nas na dłużej. Przykuwają naszą uwagę, nakłaniają do klikania, udostępniania, komentowania, kupowania. A jeśli wyjdziesz z aplikacji, powiadomienia o każdej pierdółce skutecznie przypomną Ci, aby znów do niej wejść.

Polaryzacja na niespotykaną skalę

Jedną z najbardziej przerażających refleksji, jaka naszła mnie, gdy oglądałam “Dylemat Społeczny” jest fakt, że social media z naprawdę ogromną łatwością potrafią polaryzować społeczeństwo. Dlaczego? Bo fake newsy rozprzestrzeniają się 6 razy szybciej niż prawda, a w internecie każdy może powiedzieć lub napisać wszystko, co mu przyjdzie do głowy. Wystarczy, że głupie czy szkodliwe idee trafią na podatny grunt – i gotowe! Kolejni wyznawcy są już po naszej stronie, gotowi do dalszego rozprzestrzeniania owych materiałów.

Ale gdyby to był jedyny problem w tym wypadku, to jeszcze nie byłoby tak źle. W filmie specjaliści tłumaczą, że algorytmy każdemu użytkownikowi serwują treści “szyte na miarę”. Mój kumpel kiedyś mi powiedział, że jego strona główna na YouTube wygląda jak mokry sen skrajnego prawicowca – w poleceniach widzi głównie wywiady z politykami Konfederacji. Dlaczego? Bo chciał się dowiedzieć “co myśli druga strona”. Co by się jednak stało, gdyby trafił na takie treści w momencie zwątpienia? Albo gdyby jego umysł był bardziej podatny na manipulacje?

Zresztą, wszyscy jesteśmy na nie podatni.

Nie zaprzeczam, że moja lewacka głowa z pewnością jest stale podburzana tym, co widzi w internecie. Dlatego staram się nie czytać zbyt wiele o polityce – bo zwykle natknę się na coś, co mnie wyprowadzi z równowagi. Moja tablica to zazwyczaj newsy o katastrofie klimatycznej, braku poszanowania praw człowieka w moim kraju czy dowody na to, że prawica jest rasistowska i mizoginistyczna. Zaczynam się zastanawiać – jeśli wszyscy widzą to samo co ja, to dlaczego jest tyle ludzi o odmiennych poglądach?

Odpowiedź brzmi – oni widzą coś dokładnie odwrotnego. Im dłużej przeglądasz materiały zgodne z Twoim obecnym światopoglądem, tym więcej dowodów na jego słuszność pojawi się w Twoim skrawku internetu. Polecane filmy na YouTube, posty znajomych na Fejsie, konta na Instagramie. To wszystko jest tak skrojone, abyśmy trafiali na treści, które wywołują w nas emocje i zatrzymują nas przed ekranem. Oglądamy reklamy, czytamy o słuszności swoich poglądów – wszystko się kręci. I każdy uważa, że ma rację.

Nie wierzysz w płaską Ziemię? Nic straconego…

“Dylemat Społeczny” podaje przykłady. Jednym z nich są wyznawcy płaskiej Ziemi. Przeczytasz jeden artykuł? Potem drugi? Zaraz dostaniesz informacje o grupach, które mogą Cię zainteresować czy miejscach, w których nasycisz się jeszcze większą ilością propagandy. A że w dzisiejszych czasach mamy naprawdę ciężką sytuację jeśli chodzi o zdrowie psychiczne, dostęp do rzetelnych informacji czy edukację opartą na krytycznym myśleniu. Nic dziwnego, że ludzie naprawdę zaczynają wierzyć, że w tych teoriach musi coś być.

Podobnie jest z COVID-19. Mnóstwo nieprawdziwych informacji przyczyniło się do tego, że wiele osób uznało koronawirusa za spisek bądź bujdę. Teraz nie chcą nosić maseczek, bo przecież w internecie napisano, że to nic nie daje. Wystarczył tylko jeden impuls, aby poczytać fake newsy albo głupi artykuł podesłany przez kolegę. Machina ruszyła.

Wiecie, co jest w tym wszystkim najgorsze? To dwie rzeczy:

  • Algorytmy nie odróżniają fake newsów od prawdy – stąd taka ich plaga.
  • Ludzie odpowiedzialni za wprowadzenie algorytmów do mediów społecznościowych nie do końca mają nad nimi kontrolę i nie wiedzą dokładnie, do czego są zdolne.

A polaryzacja jest widoczna gołym okiem. Spójrzcie, co się dzieje w Polsce, na Białorusi, w Stanach Zjednoczonych. Fake newsy są odpowiedzialne za to w bardzo dużej mierze. Dochodzi do tego, że zamiast próbować zrozumieć jakieś sytuacje, sięgamy po opinie z internetu – a one nie są obiektywne, bo podsuwa nam się content zgodny z naszym światopoglądem. Dyskutując ze znajomymi, przerzucamy się nagłówkami i tekstami z przeczytanych artykułów. Nie ma nic złego w poznawaniu świata, uczeniu się, zdobywaniu wiedzy. Ale w dzisiejszym świecie online bardzo trudno jest odróżnić rzetelne źródła od clickbaitowego syfu. Media społecznościowe w tym nie pomagają, bo ich głównym celem jest oglądalność i aktywność użytkowników.

Hejt, kanony piękna i dobrostan psychiczny

Kolejnym problemem związanym z social mediami, który akurat w filmie jest poruszony bardzo pobieżnie, jest wpędzanie ludzi w kompleksy poprzez pokazywanie nieprawdziwego obrazu świata oraz niekontrolowaną w żaden sposób kulturę hejtu. “Dylemat Społeczny” to dokument, ale są w nim wstawki fabularne – historia rodziny, w której pojawia się problem uzależnienia od patrzenia w małe ekrany smartfonów. 

Najmłodsza córka jest oczywiście zafascynowana “Instagramem”. W cudzysłowie, bo nigdzie w filmie nie zobaczymy ekranów prawdziwych aplikacji, a jedynie atrapy mające udawać swoje oryginały. Każdy jednak wie, o co chodzi. Jedna ze scenek pokazuje, jak dziewczynka umieszcza swoje zdjęcie w sieci. Pod nim sypią się komentarze na temat jej odstających uszu. Oczywiście fotka zostaje przez nią usunięta, a ona przez resztę filmu zasłania uszy włosami. Widać, że jest przygnębiona.

Wspomina się również o depresji i samobójstwach wśród młodych ludzi nadużywających internetu. Jednak ten wątek nie jest zbyt długo ciągnięty, a uważam, że jest to jeden z głównych problemów w dzisiejszym stechnologizowanym świecie. Influencerki pokazujące swoje idealne życie nie tłumaczą nikomu, że to tylko wycinki, te najlepsze momenty. Nie mówią, że do zdjęcia wciągają brzuch i pozują tak, aby ich pośladki wydawały się większe, a nogi dłuższe. Co więcej, wiele instagramowych celebrytek retuszuje swoje zdjęcia i to w ekstremalny wręcz sposób.

I nawet jeśli wiemy, że te fotki nie są do końca prawdziwe – to ciężko nam walczyć z myślami, które się pojawiają, gdy je oglądamy.

Sama łapię się na tym, że podświadomie trochę mnie to dołuje – mimo że wiem, jak jest. Dlatego dokonuję wyboru, żeby takie treści wyrzucić z mojego życia. Nie każdy jednak interesuje się tym, jaki wpływ mają one na jego psychikę. Nie każdy potrafi się od nich odciąć.

Pamiętam swoje nastoletnie czasy i jak się czułam, kiedy koleżanki miały powodzenie u chłopaków, a ja nie. Moje podejście typu “wszystko albo nic” wpędzało mnie w kompleksy i negatywne myślenie. W internecie te uczucia wzbierają z niewyobrażalną mocą, bo zamiast porównywać się tylko do rówieśniczek z podwórka, mierzymy się z tysiącami ludzi o różnych zasobach i doświadczeniach.

Alexa, co robić?

Zacznij od prostych rzeczy – ja wyłączyłam notyfikacje Facebooka. Rzeczywiście było już tak, że dostawałam info o wszystkim – postach obcych osób na grupach, wydarzeniach w mojej okolicy czy propozycjach znajomości. I tak większość z tych powiadomień ignoruję, choć czasem wchodziłam na grupy i przepadałam na dobre kilkadziesiąt minut. Głównie czytając komentarze.

Mogłam się oczywiście czegoś z nich nauczyć, ale przypominało to bardziej śledzenie plotek. W tej chwili mija prawie tydzień od kiedy praktycznie nie zaglądam na Fejsa. Nie czuję żadnych negatywnych skutków mojej decyzji. Zmieniłam też preferencje dotyczące reklam, chociaż teraz nawet jeśli wchodzę na FB, to tylko sprawdzam, czy nic istotnego się nie pojawiło i wychodzę. Nawet nie scrolluję swojej tablicy, więc nie widzę reklam.

Zauważyłam, że moja produktywność wzrosła i nie czuję jakiegoś szczególnego braku. Po wyborach odcięłam się również od newsów politycznych – bo podnosiły mi ciśnienie za każdym razem. Czuję się mniej zdołowana i wkurwiona tym światem, mimo że nadal zdarza mi się żywo dyskutować o tego typu zagadnieniach. Staram się myśleć samodzielnie, a nie kierować się tym, co gdzieś przeczytam.

“Dylemat Społeczny” też podsuwa pewne rozwiązania. Przede wszystkim stworzyli stronę internetową TheSocialDilemma.com, gdzie dzielą się wskazówkami na temat digitalowego detoksu, zmieniania ustawień w portalach na bardziej przyjazne użytkownikowi i wspierania inicjatyw promujących etykę w social mediach.

Największe dylematy

Na pewno nie chcę całkiem znikać z internetu. Tworzę bloga, chcę promować swoje treści i budować społeczność. Instagram jest dość problematyczny, bo łatwo dać się wciągnąć i trafić na obrazki, które nie będą wpływały pozytywnie na nasze samopoczucie. Moim sposobem na to jest filtrowanie kont, które oglądam – wywalam z obserwowanych bez litości, jeżeli czuję, że konto danej osoby mi nie służy. Staram się również skupiać na tworzeniu moich rzeczy, zamiast godzinami oglądać cudze stories. To z pewnością jest jeszcze obszar, nad którym muszę popracować.

Podobnie jest z YouTube – czasem oglądanie go jest dla mnie lepszą rozrywką niż Netflix. Skupiam się głównie na treściach motywacyjnych, inspirujących i po prostu ciekawych. Jest wiele wartościowych kanałów na YT, trzeba tylko chcieć je znaleźć. Nie zmienia to faktu, że oglądanie ich może pochłonąć długie godziny.

To wszystko dało mi do myślenia – ile czasu poświęcam na oglądanie i konsumowanie treści, zamiast skupić się na własnym rozwoju. Teraz staram się świadomie dobierać to, co oglądam i rezygnować z tego, co mi nie pasuje. Polecam Wam takie podejście.

Dajcie znać, czy widzieliście film i jakie wrażenie na Was zrobił. Uważacie, że warto ograniczyć konsumpcję mediów społecznościowych czy nie ma to dla Was znaczenia? Zapraszam do wymiany myśli w komentarzach.

Paaa!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zajrzyj na mojego Instagrama, gdzie również komentuję rzeczywistość: